Nadchodzi coÅ› mrocznego

8

Zaskoczony ciepÅ‚ym przyjÄ™ciem mojego krótkiego opowiadania Poranek, postanowiÅ‚em jeszcze raz spróbować swoich siÅ‚ jak autor, czego konsekwencjÄ… jest poniższy tekst. Karol doskonale stwierdziÅ‚, że Poranek nie nadaje siÄ™ do kontynuacji, wiÄ™c możecie siÄ™ bezpiecznie (to jest, bez czytania poprzedniego) zanurzyć w nowym Å›wiecie wykreowanym w ciÄ…gu ostatnich dwóch dni. Motywacja? Trzeba wspomnieć o książce Myszy i ludzie Johna Steinbecka, szóstym sezonie Zagubionych i utworze Something Dark is Coming Beara McCreary’ego – mniej i bardziej wyraźne nawiÄ…zania bÄ™dÄ… siÄ™ pojawiaÅ‚y z czasem. OczywiÅ›cie to tylko część pierwsza, a reszta spokojnie leży na moim twardym dysku, czekajÄ…c na odpowiedni moment na opublikowanie.

***

NADCHODZI COÅš MROCZNEGO, PROLOG
AUTOR: KRZYSZTOF REWAK

     Nadchodzi coÅ› mrocznego.

     Ta irracjonalnie prosta, lecz trudna w ogólnym zrozumieniu i pojÄ™ciu myÅ›l nie dawaÅ‚a mi spokoju przez caÅ‚e moje życie, pojawiajÄ…c siÄ™ w czeluÅ›ciach mojego mózgu w najmniej spodziewanych momentach i odbierajÄ…c mi radość istnienia oraz jakiekolwiek poczucie bezpieczeÅ„stwa. Moja matka twierdziÅ‚a, że to byÅ‚y pierwsze sÅ‚owa, jakie wypadÅ‚y z moich ust, rówieÅ›nicy, których niestety nie mogÅ‚em nigdy nazwać przyjaciółmi, unikali mnie jak tylko mogli, nie ukrywajÄ…c strachu przed mojÄ… osobÄ…, a ja sam brzydziÅ‚em siÄ™ tego nachalnego przeÅ›wiadczenia od nadchodzÄ…cej zgubie. Duchowni wiÄ™kszoÅ›ci religii z pewnoÅ›ciÄ… nazwaliby mnie opÄ™tanym, psychiatrzy – chorym psychicznie, a ja byÅ‚em najzwyklejszym w Å›wiecie facetem, którego nawiedzaÅ‚o niewytÅ‚umaczalne ponure stwierdzenie czegoÅ› abstrakcyjnego i surrealistycznego.

     MiaÅ‚em kiedyÅ› sen. Z mojego punktu widzenia mogÅ‚oby siÄ™ wydawać, że trwaÅ‚ on eony, że przespaÅ‚em narodziny i powolne Å›mierci wszystkich gwiazd we wszechÅ›wiecie, że zanurzony w astralnej naturze snu wpadÅ‚em w zapÄ™tlonÄ… w nieskoÅ„czoność wstÄ™gÄ™ Möbiusa, tuÅ‚ajÄ…c siÄ™ w niebycie czasoprzestrzeni. W ów Å›nie, a byÅ‚ to z definicji prawdziwy koszmar, a za razem najgorsze przeżycie jakiego doÅ›wiadczyÅ‚em, umieraÅ‚em na miriady sposobów, włączajÄ…c w to te najbrutalniejsze i najbardziej krwawe, zaczynajÄ…c od Å›miertelnych chorób, poprzez straszliwe wypadki, a koÅ„czÄ…c na niemożliwych do wyobrażenia sytuacjach, których nawet nie potrafiÄ™ powtórzyć. Za każdym razem, gdy umieraÅ‚em, moja dusza przedostawaÅ‚a siÄ™ do kolejnego ciaÅ‚a, bym mógÅ‚ powtórzyć caÅ‚y proces innym sposobem, bym mógÅ‚ dÅ‚użej odczuwać straszliwe mÄ™czarnie i katusze. Wrażenie fizycznego bólu byÅ‚o niczym innym jak wyobrażeniem – byÅ‚em tego pewien, ale nie to byÅ‚o najgorsze; najdotkliwsze piÄ™tno zostawiaÅ‚y na mnie mentalne tortury, które musiaÅ‚em znosić, wiedzÄ…c, że nastÄ™pne wydarzenia bÄ™dÄ… tylko gorsze. Po tym koszmarze obudziÅ‚em siÄ™ z wrzaskiem i zauważyÅ‚em, że caÅ‚a moja rodzina obserwuje mnie z nieukrywanym przerażeniem. Zlany potem, przemÄ™czony i zÅ‚amany psychicznie, uÅ›wiadomiÅ‚em sobie, że rzeczywiÅ›cie coÅ› mnie opÄ™taÅ‚o, a Å›lady krwi na moim ciele utwierdziÅ‚y mnie w tym przekonaniu. Matka moja, osoba bardzo pobożna i wychowana w tradycji chrzeÅ›cijaÅ„skiej, najchÄ™tniej zapomniaÅ‚aby o wiÄ™zach krwi i wyrzuciÅ‚a z rodzinnego domu, ale ojciec, czÅ‚owiek odważny i skrycie wÄ…tpiÄ…cy w istnienia siÅ‚ nadprzyrodzonych, odwiódÅ‚ jÄ… od tego pomysÅ‚u i zaopiekowaÅ‚ siÄ™ mnÄ… należycie.

     CaÅ‚y nastÄ™pny dzieÅ„, od wschodu do zachodu SÅ‚oÅ„ca, spÄ™dziÅ‚em w bezpiecznym domu, bojÄ…c siÄ™ wyjść i spotkać ze Å›wiatem zewnÄ™trznym, z którym kontakt mógÅ‚by siÄ™ dla mnie skoÅ„czyć tragicznie. ZaczÄ…Å‚em rozmyÅ›lać nad sensem życia, popadÅ‚em w głębokÄ… depresjÄ™, a na domiar zÅ‚ego, znów pojawiÅ‚a siÄ™ owa nawiedzajÄ…ca mnie sentencja; wiedziaÅ‚em, że nadchodzi coÅ› mrocznego, jednak nie potrafiÅ‚em nawet okreÅ›lić cóż to takiego, nie wspominajÄ…c nawet o peÅ‚nej interpretacji. Nie chciaÅ‚em zasypiać, baÅ‚em siÄ™, ale zmÄ™czony trudnÄ… i niespokojnÄ… nocÄ…, usnÄ…Å‚em na chwilÄ™, by powrócić do koszmaru.

     NastÄ™pnej nocy również.

     I nastÄ™pnej.

     I jeszcze nastÄ™pnej.

     Moja wewnÄ™trzna odporność psychiczna zostaÅ‚a doszczÄ™tnie zniszczona, moje poczucie bezpieczeÅ„stwa definitywnie zanikÅ‚o, wszystkie emocje zostaÅ‚y wypaczone. ByÅ‚em zÅ‚amanym czÅ‚owiekiem, zniszczonym przez kaprys Boga, genetykÄ™ lub zwykÅ‚y niefart, budzÄ…cym siÄ™ co dzieÅ„ po potwornym koszmarze i muszÄ…cym sobie radzić z rzeczywistoÅ›ciÄ… przez pryzmat introspekcyjnych doÅ›wiadczeÅ„. I w tym straszliwym momencie uÅ›wiadomiÅ‚em sobie, że rzeczywiÅ›cie odstajÄ™ od wszystkich innych ludzi, nie tylko pod wzglÄ™dem psychicznym, ale również fizycznym. Straszliwe koszmary zdaÅ‚y siÄ™ być katalizatorem (a może przyczynÄ…?) dziwnej genetycznej anomalii, która w moim mniemaniu postawiÅ‚a mnie na równi z samym Bogiem. Ja, cierpiÄ…cy za nocy nieludzkie katusze, zostaÅ‚em obdarzony darem, do którego ludzkość dążyÅ‚a od zawsze. DÅ‚ugi czas nie mogÅ‚em w to uwierzyć, caÅ‚ymi dniami przeżywajÄ…c na nowo nocne koszmary i nie majÄ…c czasu na dÅ‚uższe refleksje, ale w koÅ„cu uÅ›wiadomiÅ‚em sobie prawdÄ™: w niewytÅ‚umaczalny dla mnie sposób, staÅ‚em siÄ™ nieÅ›miertelny.

Poranek

10

Czasami mam wenę i zaczynam pisać, pisać i pisać. Z reguły, nawet, gdy już coś skończę, zazwyczaj leży to na dysku, czekając na najbliższy format. W większości przypadków, praca nawet nie zostaje ukończona, gdyś w połowie monumentalnego dzieła, które ma już dobre sto dwadzieścia stron, tracę jakiekolwiek chęci i porzucam projekt. Dzisiaj macie niepowtarzalną okazję przeczytania czegoś, co kotłuje się w mojej głowie od jakiegoś czasu, jednak nie mogłem znaleźć sposobu przelania tego na kilobajty. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do lektury, o.

***

PORANEK
AUTOR: KRZYSZTOF REWAK

     DzieÅ„ jak dzieÅ„, każdy wyglÄ…da tak samo.

     - Kochanie, wstawaj – otworzyÅ‚em oczy, udajÄ…c, że sÅ‚odki gÅ‚os Jennifer wyrwaÅ‚ mnie z lekkiego snu. W rzeczywistoÅ›ci, od dobrych piÄ™tnastu minut nasÅ‚uchiwaÅ‚em odgÅ‚osów budzÄ…cego siÄ™ do życia domu, zastanawiajÄ…c siÄ™ nad bÅ‚ahymi sprawami zwiÄ…zanymi z nadchodzÄ…cym dniem i opracowujÄ…c plan wspólnego wyjazdu na weekend. – Już szósta, spóźnisz siÄ™ do pracy.

     Nazywam siÄ™ Edward Chance, mam trzydzieÅ›ci pięć lat, jestem zaÅ‚ożycielem i dyrektorem generalnym CapriDynamics, najwiÄ™kszej w tej części Å›wiata kompanii produkujÄ…cej uzbrojenie dla wojska. UrodziÅ‚em siÄ™ w prowincjonalnej mieÅ›cinie, której żadne dziecko w stolicy nie potrafiÅ‚oby wskazać palcem na mapie, ale moje zdolnoÅ›ci w kierunkach automatyki, informatyki i sprzÄ™tu bojowego pozwoliÅ‚y na studiowanie na najbardziej prestiżowych uczelniach Å›wiata. Oprócz satysfakcjonujÄ…cej i dobrze pÅ‚atnej pracy, udaÅ‚o mi siÄ™ zwiÄ…zać z najpiÄ™kniejszÄ… – w moim przekonaniu – kobietÄ… na Å›wiecie i zbudować solidne fundamenty pod resztÄ™ życia. Brzmi nieco zbyt idyllicznie? No cóż, jak to siÄ™ mawia, jedni majÄ… szczęście, inni nie.

     ZmieniÅ‚em pozycjÄ™ z leżącej na siedzÄ…cÄ… i spojrzaÅ‚em zegarek wskazujÄ…cy godzinÄ™ 06:07. PrzeczesaÅ‚em prawÄ… dÅ‚oniÄ… półdÅ‚ugie wÅ‚osy i dotknÄ…Å‚em policzków, uÅ›wiadamiajÄ…c sobie, iż wypadaÅ‚oby siÄ™ ogolić. Mój zastÄ™pczy dyrektor, Matt Agathon, powiadomiÅ‚ mnie wczoraj, tuż po godzinach, w których wypada dzwonić, o niespodziewanie zapowiedzianej wizycie “kogoÅ› z góry”, kto chce zÅ‚ożyć zamówienie rzÄ…dowe warte miliardy euro. Nasze bojowe automaty spisywaÅ‚y siÄ™ doskonale na polach bitew w Afganistanie i Somalii, a bojowe kombinezony uratowaÅ‚y życie niejednego żoÅ‚nierza, wiÄ™c nic dziwnego, że coraz wiÄ™cej paÅ„stw podpisywaÅ‚o kontrakty opiewajÄ…ce bajoÅ„skie sumy, a my bogaciliÅ›my siÄ™ o kolejne miliony. Dzisiejsza rozmowa byÅ‚a jednak bardzo ważna i miaÅ‚a nieść mnóstwo pozytywnych skutków, wiÄ™c musiaÅ‚em zadbać o pierwsze wrażenie jako CEO.

     OgoliÅ‚em siÄ™ szybko, sÅ‚uchajÄ…c jak z gÅ‚oÅ›ników w salonie sÄ…czy siÄ™ cicho Running Up That Hill w wykonaniu Placebo, po czym ubraÅ‚em koszulÄ™, zawiÄ…zaÅ‚em krawat i zbiegÅ‚em na dół, skaczÄ…c co drugi stopieÅ„ i podÅ›piewujÄ…c w rytm piosenki. Jennifer już staÅ‚a w kuchni, smażąc jajecznicÄ™ na teflonowej patelni, zerkajÄ…c od czasu do czasu na gotujÄ…cÄ… siÄ™ wodÄ™.

     - Cześć, kochanie – przywitaÅ‚em siÄ™ z żonÄ…. Wysoka blondynka odwróciÅ‚a siÄ™ i spojrzaÅ‚a na mnie swoimi wielkimi oczami o nieokreÅ›lonej barwie, uÅ›miechajÄ…c siÄ™ i obnażajÄ…c rzÄ…d biaÅ‚ych zÄ™bów.

     - Lustra w domu nie masz? – zaÅ›miaÅ‚a siÄ™ życzliwie, Å›cierajÄ…c placem wskazujÄ…cym resztkÄ™ pianki do golenia z mojego podbródka. UÅ›miechnÄ…Å‚em siÄ™ gorzko, po czym spojrzaÅ‚em na usmażone Å›niadanie. Kilka kurzych jajek, krwiste miÄ™so, mnóstwo curry i cayenne, czyli tak jak lubiÄ™. – Wrócisz dzisiaj wczeÅ›niej? – NienawidziÅ‚em sprawiać jej zawodu, chociaż byÅ‚em Å›wiadom, że Jess wie, iż moja praca wymaga ode mnie wyrzeczeÅ„; nigdy nie pogniewaÅ‚a siÄ™ z powodu przedÅ‚użajÄ…cych siÄ™ konferencji w HQ CapriDynamics, przerywajÄ…cych sen telefonów od Matta czy niespodziewanych wizyt “ludzi z branży”.

     PokrÄ™ciÅ‚em przeczÄ…co gÅ‚owÄ… i wyjaÅ›niÅ‚em bieżącÄ… sytuacjÄ™. Jess nigdy nie interesowaÅ‚a siÄ™ moimi badaniami, nigdy nie pytaÅ‚a o żadne szczegóły, nawet nie schodziÅ‚a do mojej pracowni, zwyczajnie w Å›wiecie jej to nie interesowaÅ‚o. Aktualnie pracujÄ™ nad cybernetyczno-logicznym organizmem neuronowym, który ma stać siÄ™ zabójcÄ… idealnym na polu bitwy, jak i podczas dziaÅ‚aÅ„ skrytobójczych. Tak, znam klasyki kina i wiem, co siÄ™ staÅ‚o w Terminatorze czy w Battlestar Galactice, ale nasze maszyny nie obrócÄ… siÄ™ przeciwko nam, przynajmniej mam takÄ… nadziejÄ™. Pierwszy egzemplarz, który pieszczotliwie nazwaliÅ›my c0005, stawiaÅ‚ już niepewne kroki jako jedyna na Å›wiecie maszyna obdarzona w peÅ‚ni funkcjonujÄ…cÄ… sztucznÄ… inteligencjÄ….

     - PamiÄ™tasz o przyjeździe Boba?

     Ach, no tak. W piÄ…tek przyjeżdża jej ukochany wuj, Robert Carlson, z którym mam przyjemność wyjeżdżać na polowanie raz na dwa miesiÄ…ce. MiÅ‚y facet, ale zbyt pasjonuje siÄ™ zabijaniem zwierzyny, przez co wyjazdy nabierajÄ… niepotrzebnej brutalnoÅ›ci. Nie żebym nie lubiÅ‚ polować czy czuÅ‚ żal do ofiar, ale Bob za bardzo to przeżywa. PokiwaÅ‚em gÅ‚owÄ… na znak potwierdzenia i rzuciÅ‚em okiem na wczorajszÄ… gazetÄ™. Åšwiat wciąż nie mógÅ‚ siÄ™ otrzÄ…snąć po suszy stulecia, która pochÅ‚onęła prawie trzy miliony dusz, komentowano ataki dzikich zwierzÄ…t na okoliczne wioski, wspomniano również o ostatnich nielegalnych badaniach nad ludźmi przeprowadzanych przez HaspelCorp, najwiÄ™kszego rywala CapriDynamics, który zaczynaÅ‚ wchodzić na rynek biochemiczny.

     - SÅ‚oÅ„ce już zachodzi, pora siÄ™ zbierać – powiedziaÅ‚em, zerkajÄ…c na naÅ›cienny wyÅ›wietlacz LCD. ObnażyÅ‚em ostre kÅ‚y i zaÅ‚ożyÅ‚em czarnÄ… marynarkÄ™. – Kochanie, wrócÄ™ przed Å›witem, nie martw siÄ™ – obiecaÅ‚em i wyciÄ…gnÄ…Å‚em samochodowe kluczyki. Jess stanęła w drzwiach i trzymajÄ…c kubek z zimnÄ… krwiÄ…, pomachaÅ‚a mi na pożegnanie. Ot, zwykÅ‚y poczÄ…tek dnia. Codziennie powtarzane sytuacje, nic zaskakujÄ…cego.

     Nazywam siÄ™ Edward Chance, mam trzydzieÅ›ci pięć lat, a za dwa tygodnie obchodzÄ™ swoje dwieÅ›cie czterdzieste piÄ…te urodziny. Jestem naukowcem, bo Å›wiat potrzebuje zmian. Zmiany sÄ… bolesne, ale przynoszÄ… ewolucyjny postÄ™p. Zmiany takie jak wprowadzanie sztucznej inteligencji do ciężkich machin bojowych wysyÅ‚anych na front; zmiany takie jak przemiana Å›wiata czÅ‚owieka w Å›wiat wampira. Można by dyskutować na zaletami wadami masowej wampiryzacji, ale to nie miejsce na takie dywagacje. Przynajmniej żyje siÄ™ ciekawiej.

Twórczość fanów jako element kultury fandomowej

5

TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ,
czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze?

Kreowane przez wizjonerów fantastyczne Å›wiaty i wszechÅ›wiaty rzÄ…dzÄ… siÄ™ swoimi prawami: zazwyczaj sÄ… objÄ™te pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a Å›wiat przedstawiony czÄ™sto zamyka siÄ™ w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane przez licznÄ… rzeszÄ™ fanów w różnym stopniu (fani Gwiezdnych wojen uważajÄ… kanon za Å›wiÄ™tość, Trekkerzy interpretujÄ… wszystko po wÅ‚asnej myÅ›li, a w jeszcze innych źródÅ‚ach nie istnieje żadne prawo kanonicznoÅ›ci i wszystkie wydarzenia sobie przeczÄ…), ale jedna rzecz trapi wszystkich: żadna fanowska praca nie dostanie siÄ™ do oficjalnego Å›wiata przedstawionego. Mimo to, fani ogólnie pojÄ™tej fantastyki wciąż piszÄ…, rysujÄ… i tworzÄ…, a fani Gwiezdnych wojen, mimo restrykcyjnej polityki George’a Lucasa, zaliczajÄ… siÄ™ do czołówki najpÅ‚odniejszych fandomów.

PamiÄ™tam, że jako dziesiÄ™ciolatek w czwartej klasie szkoÅ‚y podstawowej rysowaÅ‚em na nudniejszych lekcjach ilustracje do książek z cyklu Nowa era Jedi. Może to dziwne zainteresowanie jak na maÅ‚e dziecko, ale Yuuzhan Vongowie i ichniejsza technologia zawsze mnie fascynowaÅ‚y, wiÄ™c przelewaÅ‚em moje wyobrażenia na ich temat na papier za pomocÄ… ołówka i gumki. Niedawno znalazÅ‚em plik kartek A4 i z uÅ›miechem na twarzy obejrzaÅ‚em moje wszystkie prace: zniszczenie Sernpidala, oblężenie Gyndine, misjÄ™ nad Myrkrem czy panoramÄ™ Yuuzhan’tara. Jako dziesiÄ™ciolatek bez samokrytyki marzyÅ‚em, by ktoÅ› kiedyÅ› wydaÅ‚ wznowienia tychże książek, poczÄ…wszy od Wektora pierwszego, a skoÅ„czywszy na Szlaku przeznaczenia (dalej jeszcze nie zdążyÅ‚em przeczytać) z moimi ilustracjami – wydawaÅ‚o mi siÄ™, że byÅ‚by to nie lada zaszczyt. Teraz, siedzÄ…c na podÅ‚odze i Å›miejÄ…c siÄ™ z moich szkaradnych voxynów i ogniodmuchów, naszÅ‚a mnie refleksja: dlaczego przestaÅ‚em rysować? Wiadomo, nie każdy ma talent, a moje prace nie zaliczaÅ‚y siÄ™ do najwybitniejszych, ale przecież mogÅ‚em rysować do przysÅ‚owiowej szuflady. PrzestaÅ‚em rysować, bo w koÅ„cu uznaÅ‚em, że rzeczywiÅ›ci mi to nie wychodzi, ale zabraÅ‚em siÄ™ za coÅ›, co uznaÅ‚em za poważniejsze: pisanie. Fan-fiction to chyba najprężniej rozwijajÄ…ca siÄ™ dziedzina twórczoÅ›ci fanów na caÅ‚ym Å›wiecie; byÅ‚em Å›wiÄ™cie przekonany o swoim talencie pisarskim, a polonistka podnosiÅ‚a mojÄ… samoocenÄ™, wystawiajÄ…c same piÄ…tki z wypracowaÅ„ (cóż, nie zauważyÅ‚em, że wiÄ™kszość moich kolegów ze szkolnej Å‚awy też dostawaÅ‚o same piÄ…tki). NapisaÅ‚em jedno opowiadanie, ale zaciÄ…Å‚em siÄ™ w poÅ‚owie. ZaczÄ…Å‚em drugie… I też go nie skoÅ„czyÅ‚em. W szóstej klasie rozpoczÄ…Å‚em prace nad tworzeniem caÅ‚kowicie nowego Å›wiata, gdyż akcja nowego dzieÅ‚a miaÅ‚a rozgrywać siÄ™ w galaktyce Yuuzhan Vongów podczas wojny cremleviaÅ„skiej, ale i tym razem nic nie wyszÅ‚o, a czterdzieÅ›ci pięć stron A4 przez dÅ‚ugi czas leżaÅ‚y na dysku twardym, by w koÅ„cu zostać sformatowanymi. ZdaÅ‚em sobie sprawÄ™, że nie mam cierpliwoÅ›ci do takich rzeczy i nigdy nie napiszÄ™ czegoÅ› dÅ‚uższego niż kilkanaÅ›cie stron. Ostatnio znów mnie zÅ‚apaÅ‚a wena i zaczÄ…Å‚em kreować caÅ‚kiem nowy Å›wiat i nowe realia, by zrobić podwaliny pod przyszÅ‚e opowiadania, ale wyszedÅ‚em ze Å›wiata Gwiezdnych wojen, opuszczajÄ…c tym samym rejon twórczoÅ›ci fanów na rzecz twórczoÅ›ci wÅ‚asnej.

Dlaczego? Po co rysowaÅ‚em to wszystko i bezsensownie pisaÅ‚em? W jakim celu, skoro nic z tego nie ujrzaÅ‚o Å›wiatÅ‚a dziennego, nie mówiÄ…c już o publikacji w internecie? DoszedÅ‚em do wniosku, że każdy fan jest tak bardzo zwiÄ…zany ze swoim ukochanym uniwersum, że chce w jakiÅ› sposób wnieść coÅ› od siebie. Jeżeli czÅ‚owiek umie rysować – rysuje. Jeżeli potrafi pisać – pisze. Inni rzeźbiÄ…, tworzÄ… modele i kostiumy, Å›piewajÄ… albo krÄ™cÄ… wÅ‚asne fanowskie filmy. Kacper Karcz z Legnicy (nick KAcpeross) opowiada na pytanie dotyczÄ…ce rysowania: RysujÄ™, bo umiem, po czym dodaje: Wprowadzam postacie z «Gwiezdnych wojen» w sytuacje jakie sam sobie wymyÅ›lÄ™. Fani czasami czujÄ… siÄ™ przygnieceni ciężarem rozbudowanego kanonu, w którym nie mogÄ… znaleźć wszystkiego, co by chcieli, wiÄ™c siÄ™gajÄ… po ołówki, kredki i farby. MogÄ… w taki sposób wizualizować swoje myÅ›li i wyobrażenia. Rysunki, nieważne jakie by nie byÅ‚y, nigdy nie oddadzÄ… tyle, co opowiadania i dÅ‚uższe formy literackie, za czym idzie fakt, iż nie mogÄ… tyle namieszać w ogólnie przyjÄ™tym kanonie. Radek SalamoÅ„czyk z WÅ‚ocÅ‚awka (w fandomie znany jako Foleb), autor opowiadania Pogrom nad Cypharem, twierdzi, iż napisaÅ‚ swojÄ… pracÄ™ pod wpÅ‚ywem weny twórczej i impulsu. MiaÅ‚em taki motyw w gÅ‚owie, który mnie nie opuszczaÅ‚ – przypomina sobie Foleb. Wszystko widziaÅ‚em w gÅ‚owie, niczym film, po czym tylko przelewaÅ‚em to na papier, zamieniajÄ…c obrazy w litery. W zaÅ‚ożeniu, Pogrom jest pierwszym opowiadaniem z cyklu, ale w kwietniu 2009 ucichÅ‚y wszystkie informacje na temat kolejnych części. Niektórzy porzucajÄ… pracÄ™ umysÅ‚owÄ… i tak jak Tomasz Rewak z Legnicy (znany również jako Fixer) tworzÄ… repliki rekwizytów i zbroi z Gwiezdnych wojen. Fixer na swoim koncie, a raczej w warsztacie, ma już mandaloriaÅ„skÄ… zbrojÄ™, peÅ‚ny ubiór CzÅ‚owieka Pustyni, szatÄ™ Jedi i rÄ™kojeść miecza Å›wietlnego, a teraz pracuje nad projektami niekoniecznie zwiÄ…zanymi z uniwersum Lucasa (twarzoÅ‚ap z filmów Obcy oraz insygnia admiralskie z serialu Battlestar Galactica. Na zadane pytanie, dlaczego robi to wszystko, odpowiada bez zastanowienia: Po prostu lubiÄ™ to robić, sprawia mi to przyjemność. Poza tym miÅ‚o jest popatrzeć na wszystko ze Å›wiadomoÅ›ciÄ…, że zrobiÅ‚eÅ› to sam.

Jak widać, fani nie próżnują. Na forum Bastionu polskich fanów Gwiezdnych wojen co rusz pojawiają się nowe opowiadania, a Redakcja organizuje konkursy plastyczne, by promować młodych twórców. Większa część fanów tworzy lub tworzyła cokolwiek w przeszłości, chociaż nie każdy się teraz do tego przyznaje. Publikowane dzieła są różnie napisane, a autorzy mają zróżnicowane ambicje, ale prawda jest smutna: George Lucas nigdy nie włączy żadnej fanowskiej pracy, a tym bardziej pochodzącej od polskiego autora, do gwiezdowojennego kanonu. Prawdą jest to, że zorganizowano kilka konkursów (między innymi słynny Darth Who?), ale fani mają znikomy wpływ na losy tegoż uniwersum. Świadomość, iż tworzone przez nas prace nigdy nie zostaną kanonizowane nikomu jednak nie przeszkadza. Wystarczy wejść na forum Bastionu i zobaczyć, że Heavy Metal Mando dodał kolejne rysunki na swojego bloga, a Nadiru Radena opublikował kolejne opowiadanie. Wtedy trzeba tylko zaparzyć sobie herbatkę, rozsiąść się wygodnie w fotelu i doświadczyć, co twórcy chcą nam przekazać. A nuż zmotywuje nas to do stworzenia czegoś własnego?

Adnotacja

Wszystkie osoby cytowane w tekście wyraziły zgodę na publikację własnych wypowiedzi oraz danych personalnych. Esej brał udział w konkursie na artykuł prasowy organizowanym przez Bastion polskich fanów Gwiezdnych wojen.


Autorem wszystkich artykułów na powyższej stronie jest Krzysztof Rewak.
Oryginalny layout wpBurn Blue, tłumaczenie: Perfekta.pro