25. 02.2010
Nadchodzi coÅ› mrocznego
Zaskoczony ciepÅ‚ym przyjÄ™ciem mojego krótkiego opowiadania Poranek, postanowiÅ‚em jeszcze raz spróbować swoich siÅ‚ jak autor, czego konsekwencjÄ… jest poniższy tekst. Karol doskonale stwierdziÅ‚, że Poranek nie nadaje siÄ™ do kontynuacji, wiÄ™c możecie siÄ™ bezpiecznie (to jest, bez czytania poprzedniego) zanurzyć w nowym Å›wiecie wykreowanym w ciÄ…gu ostatnich dwóch dni. Motywacja? Trzeba wspomnieć o książce Myszy i ludzie Johna Steinbecka, szóstym sezonie Zagubionych i utworze Something Dark is Coming Beara McCreary’ego – mniej i bardziej wyraźne nawiÄ…zania bÄ™dÄ… siÄ™ pojawiaÅ‚y z czasem. OczywiÅ›cie to tylko część pierwsza, a reszta spokojnie leży na moim twardym dysku, czekajÄ…c na odpowiedni moment na opublikowanie.
***
NADCHODZI COÅš MROCZNEGO, PROLOG
AUTOR: KRZYSZTOF REWAK
Nadchodzi coÅ› mrocznego.
Ta irracjonalnie prosta, lecz trudna w ogólnym zrozumieniu i pojęciu myśl nie dawała mi spokoju przez całe moje życie, pojawiając się w czeluściach mojego mózgu w najmniej spodziewanych momentach i odbierając mi radość istnienia oraz jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Moja matka twierdziła, że to były pierwsze słowa, jakie wypadły z moich ust, rówieśnicy, których niestety nie mogłem nigdy nazwać przyjaciółmi, unikali mnie jak tylko mogli, nie ukrywając strachu przed moją osobą, a ja sam brzydziłem się tego nachalnego przeświadczenia od nadchodzącej zgubie. Duchowni większości religii z pewnością nazwaliby mnie opętanym, psychiatrzy – chorym psychicznie, a ja byłem najzwyklejszym w świecie facetem, którego nawiedzało niewytłumaczalne ponure stwierdzenie czegoś abstrakcyjnego i surrealistycznego.
Miałem kiedyś sen. Z mojego punktu widzenia mogłoby się wydawać, że trwał on eony, że przespałem narodziny i powolne śmierci wszystkich gwiazd we wszechświecie, że zanurzony w astralnej naturze snu wpadłem w zapętloną w nieskończoność wstęgę Möbiusa, tułając się w niebycie czasoprzestrzeni. W ów śnie, a był to z definicji prawdziwy koszmar, a za razem najgorsze przeżycie jakiego doświadczyłem, umierałem na miriady sposobów, włączając w to te najbrutalniejsze i najbardziej krwawe, zaczynając od śmiertelnych chorób, poprzez straszliwe wypadki, a kończąc na niemożliwych do wyobrażenia sytuacjach, których nawet nie potrafię powtórzyć. Za każdym razem, gdy umierałem, moja dusza przedostawała się do kolejnego ciała, bym mógł powtórzyć cały proces innym sposobem, bym mógł dłużej odczuwać straszliwe męczarnie i katusze. Wrażenie fizycznego bólu było niczym innym jak wyobrażeniem – byłem tego pewien, ale nie to było najgorsze; najdotkliwsze piętno zostawiały na mnie mentalne tortury, które musiałem znosić, wiedząc, że następne wydarzenia będą tylko gorsze. Po tym koszmarze obudziłem się z wrzaskiem i zauważyłem, że cała moja rodzina obserwuje mnie z nieukrywanym przerażeniem. Zlany potem, przemęczony i złamany psychicznie, uświadomiłem sobie, że rzeczywiście coś mnie opętało, a ślady krwi na moim ciele utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Matka moja, osoba bardzo pobożna i wychowana w tradycji chrześcijańskiej, najchętniej zapomniałaby o więzach krwi i wyrzuciła z rodzinnego domu, ale ojciec, człowiek odważny i skrycie wątpiący w istnienia sił nadprzyrodzonych, odwiódł ją od tego pomysłu i zaopiekował się mną należycie.
Cały następny dzień, od wschodu do zachodu Słońca, spędziłem w bezpiecznym domu, bojąc się wyjść i spotkać ze światem zewnętrznym, z którym kontakt mógłby się dla mnie skończyć tragicznie. Zacząłem rozmyślać nad sensem życia, popadłem w głęboką depresję, a na domiar złego, znów pojawiła się owa nawiedzająca mnie sentencja; wiedziałem, że nadchodzi coś mrocznego, jednak nie potrafiłem nawet określić cóż to takiego, nie wspominając nawet o pełnej interpretacji. Nie chciałem zasypiać, bałem się, ale zmęczony trudną i niespokojną nocą, usnąłem na chwilę, by powrócić do koszmaru.
Następnej nocy również.
I następnej.
I jeszcze następnej.
Moja wewnętrzna odporność psychiczna została doszczętnie zniszczona, moje poczucie bezpieczeństwa definitywnie zanikło, wszystkie emocje zostały wypaczone. Byłem złamanym człowiekiem, zniszczonym przez kaprys Boga, genetykę lub zwykły niefart, budzącym się co dzień po potwornym koszmarze i muszącym sobie radzić z rzeczywistością przez pryzmat introspekcyjnych doświadczeń. I w tym straszliwym momencie uświadomiłem sobie, że rzeczywiście odstaję od wszystkich innych ludzi, nie tylko pod względem psychicznym, ale również fizycznym. Straszliwe koszmary zdały się być katalizatorem (a może przyczyną?) dziwnej genetycznej anomalii, która w moim mniemaniu postawiła mnie na równi z samym Bogiem. Ja, cierpiący za nocy nieludzkie katusze, zostałem obdarzony darem, do którego ludzkość dążyła od zawsze. Długi czas nie mogłem w to uwierzyć, całymi dniami przeżywając na nowo nocne koszmary i nie mając czasu na dłuższe refleksje, ale w końcu uświadomiłem sobie prawdę: w niewytłumaczalny dla mnie sposób, stałem się nieśmiertelny.
Ostatnie komentarze
Uzależniony od muzyki
Uzależniony od muzyki
Uzależniony od muzyki
Uzależniony od muzyki
Uzależniony od muzyki
Uzależniony od muzyki
Uzależniony od muzyki