Poranek

10

Czasami mam wenę i zaczynam pisać, pisać i pisać. Z reguły, nawet, gdy już coś skończę, zazwyczaj leży to na dysku, czekając na najbliższy format. W większości przypadków, praca nawet nie zostaje ukończona, gdyś w połowie monumentalnego dzieła, które ma już dobre sto dwadzieścia stron, tracę jakiekolwiek chęci i porzucam projekt. Dzisiaj macie niepowtarzalną okazję przeczytania czegoś, co kotłuje się w mojej głowie od jakiegoś czasu, jednak nie mogłem znaleźć sposobu przelania tego na kilobajty. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do lektury, o.

***

PORANEK
AUTOR: KRZYSZTOF REWAK

     DzieÅ„ jak dzieÅ„, każdy wyglÄ…da tak samo.

     - Kochanie, wstawaj – otworzyÅ‚em oczy, udajÄ…c, że sÅ‚odki gÅ‚os Jennifer wyrwaÅ‚ mnie z lekkiego snu. W rzeczywistoÅ›ci, od dobrych piÄ™tnastu minut nasÅ‚uchiwaÅ‚em odgÅ‚osów budzÄ…cego siÄ™ do życia domu, zastanawiajÄ…c siÄ™ nad bÅ‚ahymi sprawami zwiÄ…zanymi z nadchodzÄ…cym dniem i opracowujÄ…c plan wspólnego wyjazdu na weekend. – Już szósta, spóźnisz siÄ™ do pracy.

     Nazywam siÄ™ Edward Chance, mam trzydzieÅ›ci pięć lat, jestem zaÅ‚ożycielem i dyrektorem generalnym CapriDynamics, najwiÄ™kszej w tej części Å›wiata kompanii produkujÄ…cej uzbrojenie dla wojska. UrodziÅ‚em siÄ™ w prowincjonalnej mieÅ›cinie, której żadne dziecko w stolicy nie potrafiÅ‚oby wskazać palcem na mapie, ale moje zdolnoÅ›ci w kierunkach automatyki, informatyki i sprzÄ™tu bojowego pozwoliÅ‚y na studiowanie na najbardziej prestiżowych uczelniach Å›wiata. Oprócz satysfakcjonujÄ…cej i dobrze pÅ‚atnej pracy, udaÅ‚o mi siÄ™ zwiÄ…zać z najpiÄ™kniejszÄ… – w moim przekonaniu – kobietÄ… na Å›wiecie i zbudować solidne fundamenty pod resztÄ™ życia. Brzmi nieco zbyt idyllicznie? No cóż, jak to siÄ™ mawia, jedni majÄ… szczęście, inni nie.

     ZmieniÅ‚em pozycjÄ™ z leżącej na siedzÄ…cÄ… i spojrzaÅ‚em zegarek wskazujÄ…cy godzinÄ™ 06:07. PrzeczesaÅ‚em prawÄ… dÅ‚oniÄ… półdÅ‚ugie wÅ‚osy i dotknÄ…Å‚em policzków, uÅ›wiadamiajÄ…c sobie, iż wypadaÅ‚oby siÄ™ ogolić. Mój zastÄ™pczy dyrektor, Matt Agathon, powiadomiÅ‚ mnie wczoraj, tuż po godzinach, w których wypada dzwonić, o niespodziewanie zapowiedzianej wizycie “kogoÅ› z góry”, kto chce zÅ‚ożyć zamówienie rzÄ…dowe warte miliardy euro. Nasze bojowe automaty spisywaÅ‚y siÄ™ doskonale na polach bitew w Afganistanie i Somalii, a bojowe kombinezony uratowaÅ‚y życie niejednego żoÅ‚nierza, wiÄ™c nic dziwnego, że coraz wiÄ™cej paÅ„stw podpisywaÅ‚o kontrakty opiewajÄ…ce bajoÅ„skie sumy, a my bogaciliÅ›my siÄ™ o kolejne miliony. Dzisiejsza rozmowa byÅ‚a jednak bardzo ważna i miaÅ‚a nieść mnóstwo pozytywnych skutków, wiÄ™c musiaÅ‚em zadbać o pierwsze wrażenie jako CEO.

     OgoliÅ‚em siÄ™ szybko, sÅ‚uchajÄ…c jak z gÅ‚oÅ›ników w salonie sÄ…czy siÄ™ cicho Running Up That Hill w wykonaniu Placebo, po czym ubraÅ‚em koszulÄ™, zawiÄ…zaÅ‚em krawat i zbiegÅ‚em na dół, skaczÄ…c co drugi stopieÅ„ i podÅ›piewujÄ…c w rytm piosenki. Jennifer już staÅ‚a w kuchni, smażąc jajecznicÄ™ na teflonowej patelni, zerkajÄ…c od czasu do czasu na gotujÄ…cÄ… siÄ™ wodÄ™.

     - Cześć, kochanie – przywitaÅ‚em siÄ™ z żonÄ…. Wysoka blondynka odwróciÅ‚a siÄ™ i spojrzaÅ‚a na mnie swoimi wielkimi oczami o nieokreÅ›lonej barwie, uÅ›miechajÄ…c siÄ™ i obnażajÄ…c rzÄ…d biaÅ‚ych zÄ™bów.

     - Lustra w domu nie masz? – zaÅ›miaÅ‚a siÄ™ życzliwie, Å›cierajÄ…c placem wskazujÄ…cym resztkÄ™ pianki do golenia z mojego podbródka. UÅ›miechnÄ…Å‚em siÄ™ gorzko, po czym spojrzaÅ‚em na usmażone Å›niadanie. Kilka kurzych jajek, krwiste miÄ™so, mnóstwo curry i cayenne, czyli tak jak lubiÄ™. – Wrócisz dzisiaj wczeÅ›niej? – NienawidziÅ‚em sprawiać jej zawodu, chociaż byÅ‚em Å›wiadom, że Jess wie, iż moja praca wymaga ode mnie wyrzeczeÅ„; nigdy nie pogniewaÅ‚a siÄ™ z powodu przedÅ‚użajÄ…cych siÄ™ konferencji w HQ CapriDynamics, przerywajÄ…cych sen telefonów od Matta czy niespodziewanych wizyt “ludzi z branży”.

     PokrÄ™ciÅ‚em przeczÄ…co gÅ‚owÄ… i wyjaÅ›niÅ‚em bieżącÄ… sytuacjÄ™. Jess nigdy nie interesowaÅ‚a siÄ™ moimi badaniami, nigdy nie pytaÅ‚a o żadne szczegóły, nawet nie schodziÅ‚a do mojej pracowni, zwyczajnie w Å›wiecie jej to nie interesowaÅ‚o. Aktualnie pracujÄ™ nad cybernetyczno-logicznym organizmem neuronowym, który ma stać siÄ™ zabójcÄ… idealnym na polu bitwy, jak i podczas dziaÅ‚aÅ„ skrytobójczych. Tak, znam klasyki kina i wiem, co siÄ™ staÅ‚o w Terminatorze czy w Battlestar Galactice, ale nasze maszyny nie obrócÄ… siÄ™ przeciwko nam, przynajmniej mam takÄ… nadziejÄ™. Pierwszy egzemplarz, który pieszczotliwie nazwaliÅ›my c0005, stawiaÅ‚ już niepewne kroki jako jedyna na Å›wiecie maszyna obdarzona w peÅ‚ni funkcjonujÄ…cÄ… sztucznÄ… inteligencjÄ….

     - PamiÄ™tasz o przyjeździe Boba?

     Ach, no tak. W piÄ…tek przyjeżdża jej ukochany wuj, Robert Carlson, z którym mam przyjemność wyjeżdżać na polowanie raz na dwa miesiÄ…ce. MiÅ‚y facet, ale zbyt pasjonuje siÄ™ zabijaniem zwierzyny, przez co wyjazdy nabierajÄ… niepotrzebnej brutalnoÅ›ci. Nie żebym nie lubiÅ‚ polować czy czuÅ‚ żal do ofiar, ale Bob za bardzo to przeżywa. PokiwaÅ‚em gÅ‚owÄ… na znak potwierdzenia i rzuciÅ‚em okiem na wczorajszÄ… gazetÄ™. Åšwiat wciąż nie mógÅ‚ siÄ™ otrzÄ…snąć po suszy stulecia, która pochÅ‚onęła prawie trzy miliony dusz, komentowano ataki dzikich zwierzÄ…t na okoliczne wioski, wspomniano również o ostatnich nielegalnych badaniach nad ludźmi przeprowadzanych przez HaspelCorp, najwiÄ™kszego rywala CapriDynamics, który zaczynaÅ‚ wchodzić na rynek biochemiczny.

     - SÅ‚oÅ„ce już zachodzi, pora siÄ™ zbierać – powiedziaÅ‚em, zerkajÄ…c na naÅ›cienny wyÅ›wietlacz LCD. ObnażyÅ‚em ostre kÅ‚y i zaÅ‚ożyÅ‚em czarnÄ… marynarkÄ™. – Kochanie, wrócÄ™ przed Å›witem, nie martw siÄ™ – obiecaÅ‚em i wyciÄ…gnÄ…Å‚em samochodowe kluczyki. Jess stanęła w drzwiach i trzymajÄ…c kubek z zimnÄ… krwiÄ…, pomachaÅ‚a mi na pożegnanie. Ot, zwykÅ‚y poczÄ…tek dnia. Codziennie powtarzane sytuacje, nic zaskakujÄ…cego.

     Nazywam siÄ™ Edward Chance, mam trzydzieÅ›ci pięć lat, a za dwa tygodnie obchodzÄ™ swoje dwieÅ›cie czterdzieste piÄ…te urodziny. Jestem naukowcem, bo Å›wiat potrzebuje zmian. Zmiany sÄ… bolesne, ale przynoszÄ… ewolucyjny postÄ™p. Zmiany takie jak wprowadzanie sztucznej inteligencji do ciężkich machin bojowych wysyÅ‚anych na front; zmiany takie jak przemiana Å›wiata czÅ‚owieka w Å›wiat wampira. Można by dyskutować na zaletami wadami masowej wampiryzacji, ale to nie miejsce na takie dywagacje. Przynajmniej żyje siÄ™ ciekawiej.

O wampirach słów kilka

18

Ostatnio na łamach Dziennika pokładowego możecie uświadczyć mojej fascynacji wampirami, której owocami są chociażby recenzje Zmierzchu czy Daybreakers. Ci z Was, którzy znają mnie osobiście, być może zauważyli moje wampiryczne (wampirze?) upodobania w dziedzinie literackiej, filmowej i kulturalnej, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek wiedział jaka jest geneza mojej najnowszej pasji. Prawda jest niestety taka, że sam za bardzo nie orientuję się dlaczego nagle zainteresowałem się tradycyjną fantastyką opartą na ludowych wierzeniach i mitach, skoro zawsze wolałem fantastykę naukową i związane z nią bitwy kosmiczne, okręty gwiezdne i zaawansowaną technologię. Wciąż nie darzę sympatią elfów, czarownic, krasnoludów czy nawet wilkołaków, ale pijawki w jakiś tajemniczy sposób zdobyły moje serce. Poszedłem jakiś czas temu do szkolnej biblioteki (ach, te staroświeckie sposoby szukania informacji) i trafiłem na antologię wydaną pod zgrabnym tytułem Opowieści wampiryczne, w której skład wchodzą dzieła takich mistrzów literatury jak Goethe, Gogol czy Tołstoj. Opowiadania są całkiem interesujące, bardzo spodobał mi się Gość Drakuli Stokera i Upiór Tołstoja, ale najbardziej zaintrygował mnie jednak wstęp, który jest istną kopalnią informacji o wampirach.

Hospodar Wład III Drakula.

Larofan wczoraj skomentował moją recenzję Daybreakers: Świt, pytając o naturę prawdziwych wampirów. Tak, zdaję sobie w pełni sprawę z faktu, że wampiry są jedynie stworzeniami mitologicznymi i występują tylko w podaniach ludowych, aczkolwiek musi istnieć jakaś geneza tego wszystkiego. Już darując sobie stwierdzenia, że w każdym micie znajduje się chociażby najmniejsze ziarnko prawdy i pomijając naukowo potwierdzone przypadki wampiryzmu w postaci porfirii, załóżmy, że wampiry przedstawiane w dzisiejszych mediach w rzeczywistości nie istnieją, bo jako takiego prawa bytu nawet nie powinny mieć. Problem pojawia się w miejscu, gdy chcemy zdefiniować wampira, bo pogląd na upiora w dzisiejszych czasach uległ zdecydowanym zmianom od epoki romantyzmu. Może wpierw przedstawię swój pogląd na sprawę, okej? Mój wampir jest krwiopijcą, który nie wzdryga się przed ukąszeniem człowieka i wyssania z niego ciepłej krwi, która jest mu do życia niezbędnie potrzebna niczym woda dla człowieka. Słońce powinno mieć niekorzystny wpływ na wampirzą skórę, delikwent winien być nieśmiertelny i wiecznie tkwić w wieku, w którym został ugryziony; ów ukąszenie przemienia ofiarę w kolejnego wampira. Mimo metabolicznej nieśmiertelności, nasz wampir może zostać zabity w sposób konwencjonalny tudzież kołkiem w serce. Oczywiście nie ma mowy o żadnej zmianie postaci w nietoperza czy wilka albo o strachu przed krzyżem, bo tego nie da się w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć (abstrahując już od faktu, że próbuję wyjaśnić istnienie wampirów). Jak jest w dzisiejszym świecie, widzi każdy. Pojawia się mnóstwo dzieł, gdzie wampiry stają się obrońcami biednych ludzi, piją krew zwierzęcą tudzież syntetyczną i starają się żyć w cywilizacji Homo sapiens. Ech.

Ach, ten Edward Cullen.

No, niestety, muszÄ™ przyznać, że moja przygoda z krwiopijcami zaczęła siÄ™ intensywnie przy lekturze Zmierzchu i jego kontynuacji, przez co mam nieco znieksztaÅ‚cone postrzeganie wszystkiego, co jest zwiÄ…zane z wÄ…pierzami (ach, te sÅ‚owiaÅ„skie nazwy!) i ich obyczajami. Ostatnio wydaje mi siÄ™, że powoli mija ogólnoÅ›wiatowy szaÅ‚ na wampiry, który jest owocem wyżej wymiennego Zmierzchu (tudzież Roberta Pattisona) i pożywkÄ… dla licznych seriali, miÄ™dzy innymi Czystej krwi czy Dzienników wampirów, którymi wszyscy siÄ™ niesamowicie podniecajÄ…. Niestety tak siÄ™ zÅ‚ożyÅ‚o, że zainteresowaÅ‚em siÄ™ tÄ… tematykÄ™ w dobie wampirzej mody, ale, mam nadziejÄ™, nie jest to tylko tymczasowa pasja, bo temat jest niesamowicie wciÄ…gajÄ…cy. Ale zaraz, co może być wciÄ…gajÄ…cego i interesujÄ…cego w upiorach, które odżywiajÄ… siÄ™ ludzkÄ… krwiÄ… – mógÅ‚byÅ› zapytać, drogi czytelniku. Mnie najbardziej intryguje sam fakt, iż wampiry przetrwaÅ‚y do dnia dzisiejszego i wciąż fascynujÄ… ludzi, ponadto ich korzenie siÄ™gajÄ… czasów starożytnych, sÄ… wspominane w eposie o Gilgameszu, a nawet w Biblii! Każde źródÅ‚o opisuje je na swój sposób, w każdej książce majÄ… inne atrybuty, w każdym filmie inaczej siÄ™ zachowujÄ… i (nie)żyjÄ…, przez co nigdy nie poznamy prawdziwej natury wampirów i nigdy nawet nie zdefiniujemy ów stworzeÅ„. Szczerze mówiÄ…c, chyba chciaÅ‚bym wierzyć, że wampiry istniejÄ…. NaprawdÄ™.


Autorem wszystkich artykułów na powyższej stronie jest Krzysztof Rewak.
Oryginalny layout wpBurn Blue, tłumaczenie: Perfekta.pro