27. 01.2010
Poranek
Czasami mam wenę i zaczynam pisać, pisać i pisać. Z reguły, nawet, gdy już coś skończę, zazwyczaj leży to na dysku, czekając na najbliższy format. W większości przypadków, praca nawet nie zostaje ukończona, gdyś w połowie monumentalnego dzieła, które ma już dobre sto dwadzieścia stron, tracę jakiekolwiek chęci i porzucam projekt. Dzisiaj macie niepowtarzalną okazję przeczytania czegoś, co kotłuje się w mojej głowie od jakiegoś czasu, jednak nie mogłem znaleźć sposobu przelania tego na kilobajty. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do lektury, o.
***
PORANEK
AUTOR: KRZYSZTOF REWAK
Dzień jak dzień, każdy wygląda tak samo.
- Kochanie, wstawaj – otworzyÅ‚em oczy, udajÄ…c, że sÅ‚odki gÅ‚os Jennifer wyrwaÅ‚ mnie z lekkiego snu. W rzeczywistoÅ›ci, od dobrych piÄ™tnastu minut nasÅ‚uchiwaÅ‚em odgÅ‚osów budzÄ…cego siÄ™ do życia domu, zastanawiajÄ…c siÄ™ nad bÅ‚ahymi sprawami zwiÄ…zanymi z nadchodzÄ…cym dniem i opracowujÄ…c plan wspólnego wyjazdu na weekend. – Już szósta, spóźnisz siÄ™ do pracy.
Nazywam się Edward Chance, mam trzydzieści pięć lat, jestem założycielem i dyrektorem generalnym CapriDynamics, największej w tej części świata kompanii produkującej uzbrojenie dla wojska. Urodziłem się w prowincjonalnej mieścinie, której żadne dziecko w stolicy nie potrafiłoby wskazać palcem na mapie, ale moje zdolności w kierunkach automatyki, informatyki i sprzętu bojowego pozwoliły na studiowanie na najbardziej prestiżowych uczelniach świata. Oprócz satysfakcjonującej i dobrze płatnej pracy, udało mi się związać z najpiękniejszą – w moim przekonaniu – kobietą na świecie i zbudować solidne fundamenty pod resztę życia. Brzmi nieco zbyt idyllicznie? No cóż, jak to się mawia, jedni mają szczęście, inni nie.
ZmieniÅ‚em pozycjÄ™ z leżącej na siedzÄ…cÄ… i spojrzaÅ‚em zegarek wskazujÄ…cy godzinÄ™ 06:07. PrzeczesaÅ‚em prawÄ… dÅ‚oniÄ… półdÅ‚ugie wÅ‚osy i dotknÄ…Å‚em policzków, uÅ›wiadamiajÄ…c sobie, iż wypadaÅ‚oby siÄ™ ogolić. Mój zastÄ™pczy dyrektor, Matt Agathon, powiadomiÅ‚ mnie wczoraj, tuż po godzinach, w których wypada dzwonić, o niespodziewanie zapowiedzianej wizycie “kogoÅ› z góry”, kto chce zÅ‚ożyć zamówienie rzÄ…dowe warte miliardy euro. Nasze bojowe automaty spisywaÅ‚y siÄ™ doskonale na polach bitew w Afganistanie i Somalii, a bojowe kombinezony uratowaÅ‚y życie niejednego żoÅ‚nierza, wiÄ™c nic dziwnego, że coraz wiÄ™cej paÅ„stw podpisywaÅ‚o kontrakty opiewajÄ…ce bajoÅ„skie sumy, a my bogaciliÅ›my siÄ™ o kolejne miliony. Dzisiejsza rozmowa byÅ‚a jednak bardzo ważna i miaÅ‚a nieść mnóstwo pozytywnych skutków, wiÄ™c musiaÅ‚em zadbać o pierwsze wrażenie jako CEO.
Ogoliłem się szybko, słuchając jak z głośników w salonie sączy się cicho Running Up That Hill w wykonaniu Placebo, po czym ubrałem koszulę, zawiązałem krawat i zbiegłem na dół, skacząc co drugi stopień i podśpiewując w rytm piosenki. Jennifer już stała w kuchni, smażąc jajecznicę na teflonowej patelni, zerkając od czasu do czasu na gotującą się wodę.
- Cześć, kochanie – przywitałem się z żoną. Wysoka blondynka odwróciła się i spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami o nieokreślonej barwie, uśmiechając się i obnażając rząd białych zębów.
- Lustra w domu nie masz? – zaÅ›miaÅ‚a siÄ™ życzliwie, Å›cierajÄ…c placem wskazujÄ…cym resztkÄ™ pianki do golenia z mojego podbródka. UÅ›miechnÄ…Å‚em siÄ™ gorzko, po czym spojrzaÅ‚em na usmażone Å›niadanie. Kilka kurzych jajek, krwiste miÄ™so, mnóstwo curry i cayenne, czyli tak jak lubiÄ™. – Wrócisz dzisiaj wczeÅ›niej? – NienawidziÅ‚em sprawiać jej zawodu, chociaż byÅ‚em Å›wiadom, że Jess wie, iż moja praca wymaga ode mnie wyrzeczeÅ„; nigdy nie pogniewaÅ‚a siÄ™ z powodu przedÅ‚użajÄ…cych siÄ™ konferencji w HQ CapriDynamics, przerywajÄ…cych sen telefonów od Matta czy niespodziewanych wizyt “ludzi z branży”.
Pokręciłem przecząco głową i wyjaśniłem bieżącą sytuację. Jess nigdy nie interesowała się moimi badaniami, nigdy nie pytała o żadne szczegóły, nawet nie schodziła do mojej pracowni, zwyczajnie w świecie jej to nie interesowało. Aktualnie pracuję nad cybernetyczno-logicznym organizmem neuronowym, który ma stać się zabójcą idealnym na polu bitwy, jak i podczas działań skrytobójczych. Tak, znam klasyki kina i wiem, co się stało w Terminatorze czy w Battlestar Galactice, ale nasze maszyny nie obrócą się przeciwko nam, przynajmniej mam taką nadzieję. Pierwszy egzemplarz, który pieszczotliwie nazwaliśmy c0005, stawiał już niepewne kroki jako jedyna na świecie maszyna obdarzona w pełni funkcjonującą sztuczną inteligencją.
- Pamiętasz o przyjeździe Boba?
Ach, no tak. W piątek przyjeżdża jej ukochany wuj, Robert Carlson, z którym mam przyjemność wyjeżdżać na polowanie raz na dwa miesiące. Miły facet, ale zbyt pasjonuje się zabijaniem zwierzyny, przez co wyjazdy nabierają niepotrzebnej brutalności. Nie żebym nie lubił polować czy czuł żal do ofiar, ale Bob za bardzo to przeżywa. Pokiwałem głową na znak potwierdzenia i rzuciłem okiem na wczorajszą gazetę. Świat wciąż nie mógł się otrząsnąć po suszy stulecia, która pochłonęła prawie trzy miliony dusz, komentowano ataki dzikich zwierząt na okoliczne wioski, wspomniano również o ostatnich nielegalnych badaniach nad ludźmi przeprowadzanych przez HaspelCorp, największego rywala CapriDynamics, który zaczynał wchodzić na rynek biochemiczny.
- SÅ‚oÅ„ce już zachodzi, pora siÄ™ zbierać – powiedziaÅ‚em, zerkajÄ…c na naÅ›cienny wyÅ›wietlacz LCD. ObnażyÅ‚em ostre kÅ‚y i zaÅ‚ożyÅ‚em czarnÄ… marynarkÄ™. – Kochanie, wrócÄ™ przed Å›witem, nie martw siÄ™ – obiecaÅ‚em i wyciÄ…gnÄ…Å‚em samochodowe kluczyki. Jess stanęła w drzwiach i trzymajÄ…c kubek z zimnÄ… krwiÄ…, pomachaÅ‚a mi na pożegnanie. Ot, zwykÅ‚y poczÄ…tek dnia. Codziennie powtarzane sytuacje, nic zaskakujÄ…cego.
Nazywam się Edward Chance, mam trzydzieści pięć lat, a za dwa tygodnie obchodzę swoje dwieście czterdzieste piąte urodziny. Jestem naukowcem, bo świat potrzebuje zmian. Zmiany są bolesne, ale przynoszą ewolucyjny postęp. Zmiany takie jak wprowadzanie sztucznej inteligencji do ciężkich machin bojowych wysyłanych na front; zmiany takie jak przemiana świata człowieka w świat wampira. Można by dyskutować na zaletami wadami masowej wampiryzacji, ale to nie miejsce na takie dywagacje. Przynajmniej żyje się ciekawiej.

Ach, ten Edward Cullen.
Ostatnie komentarze
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Witamy na lekcji religii
Czołówka to podstawa
Witamy na lekcji religii