30. 11.2009
Życie w internecie
![]() |
Dlaczego używamy internetu? A może właściwe pytanie powinno zabrzmieć: po co używamy internetu? Ano, komunikujemy się z ludźmi i nawiązujemy nowe znajomości, odbieramy i wysyłamy pocztę elektroniczną, udzielamy się na portalach społecznościowych, przelewamy pieniądze, kupujemy przedmioty na aukcjach, ewentualnie łamiemy prawo, ściągając filmy i muzykę. Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez dostępu do sieci, aczkolwiek uzależniony nie jestem (nawet robiłem test, o!), z czego bardzo się cieszę. Trzy tygodnie temu wspominałem o fenomenie portalu społecznościowego nasza-klasa.pl, jakże popularnego w polskiej społeczności internetowej, a dzisiaj chciałbym poruszyć temat ogólnego zachowania w Internecie, włączając w to netykietę oraz pojęcie anonimowości w sieci.
Standardowo, wpierw kilka zdań dotyczących mojego prywatnego życia i własnych obserwacji. Moja pierwsza zapisana obecność w internecie: 7 grudnia 2004 roku, czyli dzień, w którym zarejestrowałem się na Bastionie. Wcześniej z pewnością musiałem coś robić, ale nie było to raczej nic konstruktywnego ani tym bardziej mądrego. Pierwszą stronę internetową o Yuuzhan Vongach (niektórzy może jeszcze ją pamiętają) opublikowałem 3 kwietnia 2005; jakiś czas później powstało moje pierwsze forum (ach, ten serwis fora.pl. Bodajże do 2008 używałem tylko nicka Yun-Yuuzhan, po czym przechrzciłem się na Aquenrala. Dopiero od kilku miesięcy nauczyłem się bezproblemowo używać w internecie własnego imienia i nazwiska – zawsze mi się to źle kojarzyło, miałem jakieś obawy przed ujawnianiem publicznie prywatnych danych. Więc dlaczego zmieniałem zdanie? Po pierwsze: względy formalne, bo czasami po prostu trzeba podać wszystkie personalia. Po drugie: kwestia estetyki, bo o ileż ładniej (i profesjonalniej) wygląda nagłówek bloga z napisem Autor: Krzysztof Rewak zamiast nic niemówiącego Autor: Aquenral? Poza tym media, które tak bardzo ostrzegają przed zagrożeniami płynącymi z sieci, przewrażliwiły większą część społeczeństwa, która uważa, że internet jest siedliskiem pedofilów, zboczeńców i złodziei. Tak, zdaję sobie sprawę, że takie osoby istnieją (notabene nigdy nie miałem z nimi styczności), ale jaka to jest część internautów? Przypuszczam, że promile w skali całego polskiego społeczeństwa.
Nasza-klasa.pl przyspieszyła proces upubliczniania danych osobowych w sieci – fakt. Z jednej strony to dobrze (przynajmniej wiem jak nazywają się ludzie znani mi tylko z for tudzież fandomu), z drugiej jednak ludzie często popadają z pierwszej skrajności (przesadna ochrona nawet imienia) w inną i mówią o sobie wszystko, co tylko mogą. W taki oto sposób można poznać daty urodzenia, numery telefonów, adresy, a nawet numery PESEL, co zdecydowanie nie powinno pojawiać się w miejscach publicznych. Trzeba pamiętać o zasadzie ograniczonego zaufania, bo internet to nie tylko znajomi i ludzie o dobrych chęciach. Tak, trochę kłóci się to z powyższym akapitem, ale nikt nigdy nie mówił, żeby mówić o sobie wszystko, bo zawsze może znaleźć się ktoś, kto to źle wykorzysta. Pomyśl logicznie: co może Ci zaszkodzić podanie imienia i nazwiska w sieci? Teoretycznie (i czasami praktycznie, dzięki naszej-klasie) ktoś może najwyżej znaleźć Twoje konto na jakimś portalu społecznościowym i to wszystko. Jeśliś rozważny – nic stanie Ci się żadna fizyczna, psychiczna ani metafizyczna krzywda. Data urodzenia? Okej, czemu nie? Przecież miło jest dostać życzenia urodzinowe od internetowych znajomych. I jak może Ci to zaszkodzić? Trzeba zawsze ocenić sytuację i nie trwać w uporze: Nie, nie podam prawdziwego nazwiska, bo nie – to jest najwyżej śmieszne, a zaniża poziom Twojej wiarygodności w sieci. Ja witam każdego nieznajomego na Gadu-Gadu miłą, grzeczną i kulturalna formułką: Imię, nazwisko i sprawa; gdy nie odpowie, wyłączam rozmowę. Nie będę przecież rozmawiał ze strumieniem zero-jedynek – chcę wiedzieć, że po drugiej stronie jest żywy człowiek.
Internet to dziwne miejsce i trzeba pamiętać, że nigdy nie jest się tu anonimowym. Niepodawanie nazwiska i ukrywanie się pod nickiem mogło być popularne w latach 90. ubiegłego wieku, ale czy dziś ma jakikolwiek sens? Wiadomo – nick musi być, o wiele szybciej jest kontaktować się z innymi w taki właśnie sposób, szczególnie, że chociażby fandom składa się z setek osób, a imiona mają tendencją do powtarzania się. Anonimowość w sieci jest mitem, bo zawsze znamy twój adres IP, a odpowiednie służby mogą w mgnieniu oka zlokalizować Twój komputer, więc po co to wszystko? Nie spotkasz żadnego pedofila, prędzej trzynastoletnią idiotkę na Gadu-Gadu lub chłopaka, który szuka ludzi do formującego się fanklubu Gwiezdnych wojen. Używajmy internetu rozważnie i nie bójmy się podpisać.
Pozdrawiam, Krzysztof Rewak.
So say we all!

Ostatnie komentarze
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Witamy na lekcji religii
Czołówka to podstawa
Witamy na lekcji religii