Po co to wszystko?

8

Nie, nie będę dziś smęcił w miejscu publicznym jakim jest ten blog o moich prywatnych problemach osobistych, co można wywnioskować z tytułu. Fakt, mam zły dzień, już któryś dzień z kolei, ale nie widzę potrzeby dzielić się tym z wami wszystkimi, wybaczcie; kto ma wiedzieć, ten i tak wie. Jak już pewnie zauważyliście, Dziennik pokładowy dorobił się nowej skórki, tym razem jest to zmodyfikowana wpBurn Blue, którą pieszczotliwie przezwałem Capricą (poprzednia była Coruscantem), a która będzie na dniach poddawana kolejnym drobnych przeróbkom, by jak najlepiej i najdłużej służyć temu blogowi. A o czymże dzisiaj będę prawił? Zostawmy ponurą tematykę jakiej się ostatnio trzymam, odpocznijmy od trudnych tematów społeczno-religijnych i przejdźmy do czegoś luźniejszego, co mi poprawi humor. I w tym miejscu wracamy do tytułowego pytania i odpowiadamy na nie w kontekście blogowania. Po co to wszystko piszę, hm?

Ludzie piszÄ… blogi – fakt. Każdy ma swój wÅ‚asny powód, jawny lub skryty, ale trzeba przyznać, że blogosfera wciąż siÄ™ rozrasta, co mnie osobiÅ›cie bardzo cieszy, gdyż mam co przeglÄ…dać w nudne, samotne wieczory. Swego czasu, w mojej klasie zapanowaÅ‚a moda na bloga (Adam, Artur, dwóch Patryków), przez co Wordpress odnotowaÅ‚ spory wzrost liczby zakÅ‚adanych kont z II LO w ciÄ…gu tygodnia, ale w miarÄ™ upÅ‚ywu czasu, entuzjazm opadÅ‚ i do tej pory jako-tako utrzymaÅ‚ siÄ™ chyba tylko blog Artura. Fandom również jet nowoczesny, bo i tutaj coraz wiÄ™cej osób bierze siÄ™ do pisania czegoÅ› sensownego. Co mnie cieszy? Ano, fakt, iż blog nie wyglÄ…da w polskiej wyobrażeniu tak jak kilka lat wczeÅ›niej. Gdy pierwsza wersja Dziennika pokÅ‚adowego powstawaÅ‚a w czerwcu 2007, wrÄ™cz wstydziÅ‚em siÄ™ powiedzieć, że piszÄ™ bloga – wtedy równaÅ‚o siÄ™ to dziecinadzie i różowym fotoblogom (nie żebym przeciw nim coÅ› miaÅ‚), które zdominowaÅ‚y ówczesnych internet. Dzisiaj również mamy blogoÅ›mieci (spójrzmy na laureatów konkursu Blog Roku), to nieuniknione przy mentalnoÅ›ci polskich nastolatków, ale przynajmniej dziÅ› nikt nie wstydzi siÄ™ powiedzieć o blogowaniu – czasami jest to wrÄ™cz powód do dumy. Nikogo nie dziwi polityk, znany z telewizji dziennikarz, wykÅ‚adowca z prestiżowej uczelni czy inna znana persona, która prowadzi prywatny dziennik, a kiedyÅ› byÅ‚oby to nie do pomyÅ›lenia. OsobiÅ›cie, wolÄ™ czytać blogi znajomych (chociaż wyjÄ…tkiem jest Bear McCreary), których liczba stale roÅ›nie i nic nie wskazuje na to, by coÅ› to zmieniÅ‚o. No dobra, lubiÄ™ czytać to caÅ‚e taÅ‚atajstwo, ale po jakÄ… cholerÄ™ sam piszÄ™?

Jedną z moich najuciążliwszych wad jest to, że dużo mówię. Czasami nawet za dużo. Bierze się to być może z tego, że lubię, gdy ktoś mnie słucha, a internet jest doskonałą platformą do przekazywania informacji i nikt nie może temu zaprzeczyć. Lubię też wyrażać swoje poglądy na wiele tematów, chociażby po to, by usłyszeć opinię innych i móc w razie czego uciec się do ciekawej dyskusji na zdrowe argumenty. Dlatego też Wasze komentarze, moi drodzy, sprawiają mi niemałą przyjemność; może to z boku wyglądać jakbym chciał mieć jak najwyższą ich liczbę (zjawisko powszechnie znane jako zbieranie pokemonów), ale to nie o to chodzi. Satysfakcjonuje mnie rozwinięta dyskusja jaką można było zaobserwować przy tematyce homoseksualizmu, dzisiejszej edukacji, Kościoła czy też mojej abstynencji alkoholowej. Poza tym, każdy autor bloga wie, że liczba komentarzy jakoś poprawia humor; widzimy przez to, że ktoś to w ogóle czyta i ma jakieś zdanie na ten temat, że nie piszemy do ściany, że ma to jakiś sens. Lubię usiąść przed monitorem i poczytać jak wypowiadacie na zaprezentowany przeze mnie temat, bo przecież piszę to dla Was, prawda?

Faktycznie, samo pisanie również sprawia mi satysfakcjÄ™, ale nigdy nie robiÅ‚bym tego dla siebie. Po przez prowadzenie prywatnego bloga mógÅ‚bym sobie coÅ› udowadniać, ale… Po co, czy miaÅ‚oby to jakikolwiek głębszy sens? Czy i tak nie wystarczajÄ…co utrudniam sobie życie i poddajÄ™ samego siebie kolejnym próbom? Moi drodzy, poprzez Dziennik pokÅ‚adowy możecie mnie lepiej poznać i zrozumieć (albo przynajmniej siÄ™ starać zrozumieć), ale także zobaczyć, że nie jestem taki, na jakiego mogÄ™ wyglÄ…dać na pierwszy rzut oka. Å»eby to jakoÅ› Å‚adnie zakoÅ„czyć, powiem, że The Plan and Razor mnie nie zawiódÅ‚, Caprica mi siÄ™ coraz bardziej podoba, psychicznie przygotowujÄ™ siÄ™ na Pyrkon i Dni Fantastyki 2010, a także ogólnie jestem zadowolony z wiÄ™kszoÅ›ci pÅ‚aszczyzn mojego życia. Wkrótce wreszcie kupiÄ™ tÄ™ domenÄ™, by Dziennik lepiej wyglÄ…daÅ‚ w sieci (planowany adres to aquenral.net – inne opinie mile widziane), skoÅ„czÄ™ dopieszczać nowÄ… skórkÄ™ i zacznÄ™ Was zasypywać kolejnymi dywagacjami na wszelaki temat. ObyÅ›cie to przetrwali i mieli zawsze chwilkÄ™ czasu na przeczytanie i skomentowanie kolejnego artykuÅ‚u. So say we all!

Nadchodzi coÅ› mrocznego

8

Zaskoczony ciepÅ‚ym przyjÄ™ciem mojego krótkiego opowiadania Poranek, postanowiÅ‚em jeszcze raz spróbować swoich siÅ‚ jak autor, czego konsekwencjÄ… jest poniższy tekst. Karol doskonale stwierdziÅ‚, że Poranek nie nadaje siÄ™ do kontynuacji, wiÄ™c możecie siÄ™ bezpiecznie (to jest, bez czytania poprzedniego) zanurzyć w nowym Å›wiecie wykreowanym w ciÄ…gu ostatnich dwóch dni. Motywacja? Trzeba wspomnieć o książce Myszy i ludzie Johna Steinbecka, szóstym sezonie Zagubionych i utworze Something Dark is Coming Beara McCreary’ego – mniej i bardziej wyraźne nawiÄ…zania bÄ™dÄ… siÄ™ pojawiaÅ‚y z czasem. OczywiÅ›cie to tylko część pierwsza, a reszta spokojnie leży na moim twardym dysku, czekajÄ…c na odpowiedni moment na opublikowanie.

***

NADCHODZI COÅš MROCZNEGO, PROLOG
AUTOR: KRZYSZTOF REWAK

     Nadchodzi coÅ› mrocznego.

     Ta irracjonalnie prosta, lecz trudna w ogólnym zrozumieniu i pojÄ™ciu myÅ›l nie dawaÅ‚a mi spokoju przez caÅ‚e moje życie, pojawiajÄ…c siÄ™ w czeluÅ›ciach mojego mózgu w najmniej spodziewanych momentach i odbierajÄ…c mi radość istnienia oraz jakiekolwiek poczucie bezpieczeÅ„stwa. Moja matka twierdziÅ‚a, że to byÅ‚y pierwsze sÅ‚owa, jakie wypadÅ‚y z moich ust, rówieÅ›nicy, których niestety nie mogÅ‚em nigdy nazwać przyjaciółmi, unikali mnie jak tylko mogli, nie ukrywajÄ…c strachu przed mojÄ… osobÄ…, a ja sam brzydziÅ‚em siÄ™ tego nachalnego przeÅ›wiadczenia od nadchodzÄ…cej zgubie. Duchowni wiÄ™kszoÅ›ci religii z pewnoÅ›ciÄ… nazwaliby mnie opÄ™tanym, psychiatrzy – chorym psychicznie, a ja byÅ‚em najzwyklejszym w Å›wiecie facetem, którego nawiedzaÅ‚o niewytÅ‚umaczalne ponure stwierdzenie czegoÅ› abstrakcyjnego i surrealistycznego.

     MiaÅ‚em kiedyÅ› sen. Z mojego punktu widzenia mogÅ‚oby siÄ™ wydawać, że trwaÅ‚ on eony, że przespaÅ‚em narodziny i powolne Å›mierci wszystkich gwiazd we wszechÅ›wiecie, że zanurzony w astralnej naturze snu wpadÅ‚em w zapÄ™tlonÄ… w nieskoÅ„czoność wstÄ™gÄ™ Möbiusa, tuÅ‚ajÄ…c siÄ™ w niebycie czasoprzestrzeni. W ów Å›nie, a byÅ‚ to z definicji prawdziwy koszmar, a za razem najgorsze przeżycie jakiego doÅ›wiadczyÅ‚em, umieraÅ‚em na miriady sposobów, włączajÄ…c w to te najbrutalniejsze i najbardziej krwawe, zaczynajÄ…c od Å›miertelnych chorób, poprzez straszliwe wypadki, a koÅ„czÄ…c na niemożliwych do wyobrażenia sytuacjach, których nawet nie potrafiÄ™ powtórzyć. Za każdym razem, gdy umieraÅ‚em, moja dusza przedostawaÅ‚a siÄ™ do kolejnego ciaÅ‚a, bym mógÅ‚ powtórzyć caÅ‚y proces innym sposobem, bym mógÅ‚ dÅ‚użej odczuwać straszliwe mÄ™czarnie i katusze. Wrażenie fizycznego bólu byÅ‚o niczym innym jak wyobrażeniem – byÅ‚em tego pewien, ale nie to byÅ‚o najgorsze; najdotkliwsze piÄ™tno zostawiaÅ‚y na mnie mentalne tortury, które musiaÅ‚em znosić, wiedzÄ…c, że nastÄ™pne wydarzenia bÄ™dÄ… tylko gorsze. Po tym koszmarze obudziÅ‚em siÄ™ z wrzaskiem i zauważyÅ‚em, że caÅ‚a moja rodzina obserwuje mnie z nieukrywanym przerażeniem. Zlany potem, przemÄ™czony i zÅ‚amany psychicznie, uÅ›wiadomiÅ‚em sobie, że rzeczywiÅ›cie coÅ› mnie opÄ™taÅ‚o, a Å›lady krwi na moim ciele utwierdziÅ‚y mnie w tym przekonaniu. Matka moja, osoba bardzo pobożna i wychowana w tradycji chrzeÅ›cijaÅ„skiej, najchÄ™tniej zapomniaÅ‚aby o wiÄ™zach krwi i wyrzuciÅ‚a z rodzinnego domu, ale ojciec, czÅ‚owiek odważny i skrycie wÄ…tpiÄ…cy w istnienia siÅ‚ nadprzyrodzonych, odwiódÅ‚ jÄ… od tego pomysÅ‚u i zaopiekowaÅ‚ siÄ™ mnÄ… należycie.

     CaÅ‚y nastÄ™pny dzieÅ„, od wschodu do zachodu SÅ‚oÅ„ca, spÄ™dziÅ‚em w bezpiecznym domu, bojÄ…c siÄ™ wyjść i spotkać ze Å›wiatem zewnÄ™trznym, z którym kontakt mógÅ‚by siÄ™ dla mnie skoÅ„czyć tragicznie. ZaczÄ…Å‚em rozmyÅ›lać nad sensem życia, popadÅ‚em w głębokÄ… depresjÄ™, a na domiar zÅ‚ego, znów pojawiÅ‚a siÄ™ owa nawiedzajÄ…ca mnie sentencja; wiedziaÅ‚em, że nadchodzi coÅ› mrocznego, jednak nie potrafiÅ‚em nawet okreÅ›lić cóż to takiego, nie wspominajÄ…c nawet o peÅ‚nej interpretacji. Nie chciaÅ‚em zasypiać, baÅ‚em siÄ™, ale zmÄ™czony trudnÄ… i niespokojnÄ… nocÄ…, usnÄ…Å‚em na chwilÄ™, by powrócić do koszmaru.

     NastÄ™pnej nocy również.

     I nastÄ™pnej.

     I jeszcze nastÄ™pnej.

     Moja wewnÄ™trzna odporność psychiczna zostaÅ‚a doszczÄ™tnie zniszczona, moje poczucie bezpieczeÅ„stwa definitywnie zanikÅ‚o, wszystkie emocje zostaÅ‚y wypaczone. ByÅ‚em zÅ‚amanym czÅ‚owiekiem, zniszczonym przez kaprys Boga, genetykÄ™ lub zwykÅ‚y niefart, budzÄ…cym siÄ™ co dzieÅ„ po potwornym koszmarze i muszÄ…cym sobie radzić z rzeczywistoÅ›ciÄ… przez pryzmat introspekcyjnych doÅ›wiadczeÅ„. I w tym straszliwym momencie uÅ›wiadomiÅ‚em sobie, że rzeczywiÅ›cie odstajÄ™ od wszystkich innych ludzi, nie tylko pod wzglÄ™dem psychicznym, ale również fizycznym. Straszliwe koszmary zdaÅ‚y siÄ™ być katalizatorem (a może przyczynÄ…?) dziwnej genetycznej anomalii, która w moim mniemaniu postawiÅ‚a mnie na równi z samym Bogiem. Ja, cierpiÄ…cy za nocy nieludzkie katusze, zostaÅ‚em obdarzony darem, do którego ludzkość dążyÅ‚a od zawsze. DÅ‚ugi czas nie mogÅ‚em w to uwierzyć, caÅ‚ymi dniami przeżywajÄ…c na nowo nocne koszmary i nie majÄ…c czasu na dÅ‚uższe refleksje, ale w koÅ„cu uÅ›wiadomiÅ‚em sobie prawdÄ™: w niewytÅ‚umaczalny dla mnie sposób, staÅ‚em siÄ™ nieÅ›miertelny.

Telewizja, Olimpiada i cała reszta

11

Nie oglÄ…dam telewizji. Jak na osobÄ™ uzależnionÄ… od bieżącego dopÅ‚ywu informacji i wytrwaÅ‚ego widza (aktualnie) oÅ›miu seriali, takie stwierdzenie może brzmieć dziwnie, prawda? Owszem, bardzo lubiÄ™ być na bieżąco ze wszystkich, co siÄ™ dzieje na Å›wiecie, włączajÄ…c w to oczywiÅ›cie politykÄ™ (krajowÄ… i Å›wiatowÄ…), prawdziwe problemy spoÅ‚eczne i gospodarcze, konflikty zbrojne, katastrofy, wydarzenia kulturalne; można by wymieniać w nieskoÅ„czoność, ale przecież nie o to tu chodzi. Seriale? Owszem, ale znów muszÄ™ przypomnieć, że serial różni siÄ™ z definicji od telenoweli, bo Zagubieni, House czy Caprica nijak siÄ™ majÄ… do Mody na sukces, rodzimego Klanu czy innego Na dobre i na zÅ‚e. Telewizora nie włączam, bo nie muszÄ™: informacje mam na bieżąco w internecie dziÄ™ki aplikacji TVN24, a seriale… no cóż, wiadomo jak to dziÅ› wyglÄ…da. Owszem, raz na jakiÅ› czas włączÄ™ wÅ‚aÅ›nie TVN24 albo Comedy Central (ach, dziewiÄ…ty sezon Hożych doktorów), na wakacjach jeszcze oglÄ…daÅ‚em zalegÅ‚e sezony House’a na TVP2, ale ogólnie stroniÄ™ od telewizora. Wczoraj jednak jakoÅ› usiadÅ‚em na fotelu, czekajÄ…c na zwolnienie Å‚azienki, wiÄ™c obejrzaÅ‚em WiadomoÅ›ci telewizji publicznej. DziÄ™ki temu mamy kolejny artykuÅ‚, o.

Co mnie najbardziej zirytowało w całym wydaniu telewizyjnego dziennika? Chyba fakt, że mamy już dwadzieścia lat wolnych mediów, a dziennikarze wciąż nie nauczyli się prowadzić głupich programów informacyjnych. Nie wiem jak to jest na innych kanałach, ale z tego, co pamiętam, zawsze Polsat miał skłonności do informowania nas o milionach kłopotów różnych jednostek, najczęściej chorych lub styranych życiem, a dopiero później raczył widownię tym, co jest naprawdę ważne. I właśnie to mnie wczoraj dobitnie uderzyło, gdyż wpierw usłyszałem o wszędobylskiej Olimpiadzie w Vancouver, potem o niedoszłym gwałcicielu z Zielonej Góry, a dopiero pod koniec o katastrofie na Maderze, gdzie zginęło mnóstwo osób, no, ale lepiej zostawić to na samą końcówkę, niczym ciekawostkę kulturową. Okej, jeszcze zrozumiałbym, gdyby wpierw powiedziano o jakichś błahych wydarzeniach na polskiej scenie politycznej, które są zupełnie bezsensowne, ale przynajmniej odnoszą się do czegoś realnego. Tutaj wręcz muszę zahaczyć o wcześniej wspomnianą kanadyjską Olimpiadę Zimową, bo to się aż woła o pomstę do nieba.

Irytuje mnie fakt, że podczas olimpiad, nieważne czy letniej, zimowej czy jakichkolwiek innych mistrzostw świata w jakiejkolwiek piłce, Polaków ogarnia nagle bezpodstawne i zintensyfikowane zainteresowanie sportem. Nagle wszyscy stają się zapalonymi fanami siatkówki, hokeja czy innej dyscypliny, której zasad nawet nie znają. Nie inaczej jest z Vancouver 2010, z której transmisje zapychają dosłownie cały program telewizji publicznej, a na dodatek (nie ukrywam, że boli mnie to najbardziej) zmienia plany w telewizjach zagranicznych, przez co House, Fringe czy Caprica mają opóźnienia w emisji. Rozumiem, że Telewizja Publiczna realizuje swoją misję edukacyjną (pozdrawiam producentów show Gwiazdy tańczą na lodzie), ale czy transmisja sportowych wydarzeń zaliczają się do owego programu? Nie wiem na ile to sportowe zainteresowanie jest prawdziwe, a na ile spowodowane tym, że nic innego się w świecie nie dzieje lub wewnętrznym imperatywem o nazwie To przecież Olimpiada, muszę oglądać, ewentualnie zwykłym owczym pędem, ale nie podoba mi się ta przymusowa sportyfikacja telewizji, tym bardziej publicznej. Wiem, narzekam, mimo, iż nie korzystam, no, ale przecież mogę chyba wyrazić własne zdanie, prawda? So say we all!


Autorem wszystkich artykułów na powyższej stronie jest Krzysztof Rewak.
Oryginalny layout wpBurn Blue, tłumaczenie: Perfekta.pro