22. 02.2010
Telewizja, Olimpiada i cała reszta
Nie oglÄ…dam telewizji. Jak na osobÄ™ uzależnionÄ… od bieżącego dopÅ‚ywu informacji i wytrwaÅ‚ego widza (aktualnie) oÅ›miu seriali, takie stwierdzenie może brzmieć dziwnie, prawda? Owszem, bardzo lubiÄ™ być na bieżąco ze wszystkich, co siÄ™ dzieje na Å›wiecie, włączajÄ…c w to oczywiÅ›cie politykÄ™ (krajowÄ… i Å›wiatowÄ…), prawdziwe problemy spoÅ‚eczne i gospodarcze, konflikty zbrojne, katastrofy, wydarzenia kulturalne; można by wymieniać w nieskoÅ„czoność, ale przecież nie o to tu chodzi. Seriale? Owszem, ale znów muszÄ™ przypomnieć, że serial różni siÄ™ z definicji od telenoweli, bo Zagubieni, House czy Caprica nijak siÄ™ majÄ… do Mody na sukces, rodzimego Klanu czy innego Na dobre i na zÅ‚e. Telewizora nie włączam, bo nie muszÄ™: informacje mam na bieżąco w internecie dziÄ™ki aplikacji TVN24, a seriale… no cóż, wiadomo jak to dziÅ› wyglÄ…da. Owszem, raz na jakiÅ› czas włączÄ™ wÅ‚aÅ›nie TVN24 albo Comedy Central (ach, dziewiÄ…ty sezon Hożych doktorów), na wakacjach jeszcze oglÄ…daÅ‚em zalegÅ‚e sezony House’a na TVP2, ale ogólnie stroniÄ™ od telewizora. Wczoraj jednak jakoÅ› usiadÅ‚em na fotelu, czekajÄ…c na zwolnienie Å‚azienki, wiÄ™c obejrzaÅ‚em WiadomoÅ›ci telewizji publicznej. DziÄ™ki temu mamy kolejny artykuÅ‚, o.
Co mnie najbardziej zirytowało w całym wydaniu telewizyjnego dziennika? Chyba fakt, że mamy już dwadzieścia lat wolnych mediów, a dziennikarze wciąż nie nauczyli się prowadzić głupich programów informacyjnych. Nie wiem jak to jest na innych kanałach, ale z tego, co pamiętam, zawsze Polsat miał skłonności do informowania nas o milionach kłopotów różnych jednostek, najczęściej chorych lub styranych życiem, a dopiero później raczył widownię tym, co jest naprawdę ważne. I właśnie to mnie wczoraj dobitnie uderzyło, gdyż wpierw usłyszałem o wszędobylskiej Olimpiadzie w Vancouver, potem o niedoszłym gwałcicielu z Zielonej Góry, a dopiero pod koniec o katastrofie na Maderze, gdzie zginęło mnóstwo osób, no, ale lepiej zostawić to na samą końcówkę, niczym ciekawostkę kulturową. Okej, jeszcze zrozumiałbym, gdyby wpierw powiedziano o jakichś błahych wydarzeniach na polskiej scenie politycznej, które są zupełnie bezsensowne, ale przynajmniej odnoszą się do czegoś realnego. Tutaj wręcz muszę zahaczyć o wcześniej wspomnianą kanadyjską Olimpiadę Zimową, bo to się aż woła o pomstę do nieba.
Irytuje mnie fakt, że podczas olimpiad, nieważne czy letniej, zimowej czy jakichkolwiek innych mistrzostw świata w jakiejkolwiek piłce, Polaków ogarnia nagle bezpodstawne i zintensyfikowane zainteresowanie sportem. Nagle wszyscy stają się zapalonymi fanami siatkówki, hokeja czy innej dyscypliny, której zasad nawet nie znają. Nie inaczej jest z Vancouver 2010, z której transmisje zapychają dosłownie cały program telewizji publicznej, a na dodatek (nie ukrywam, że boli mnie to najbardziej) zmienia plany w telewizjach zagranicznych, przez co House, Fringe czy Caprica mają opóźnienia w emisji. Rozumiem, że Telewizja Publiczna realizuje swoją misję edukacyjną (pozdrawiam producentów show Gwiazdy tańczą na lodzie), ale czy transmisja sportowych wydarzeń zaliczają się do owego programu? Nie wiem na ile to sportowe zainteresowanie jest prawdziwe, a na ile spowodowane tym, że nic innego się w świecie nie dzieje lub wewnętrznym imperatywem o nazwie To przecież Olimpiada, muszę oglądać, ewentualnie zwykłym owczym pędem, ale nie podoba mi się ta przymusowa sportyfikacja telewizji, tym bardziej publicznej. Wiem, narzekam, mimo, iż nie korzystam, no, ale przecież mogę chyba wyrazić własne zdanie, prawda? So say we all!

Ostatnie komentarze
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Czołówka to podstawa
Witamy na lekcji religii
Czołówka to podstawa
Witamy na lekcji religii