Uzależniony od muzyki

7

ZapuÅ›ciÅ‚em siÄ™, prawda? Ostatni wpis opublikowaÅ‚em półtora tygodnia temu, przestaÅ‚em nawet pisać na Twitterze, ale na dniach postaram siÄ™ to wszystko nadrobić. Po pierwsze, zanim jeszcze zacznÄ™ dzisiejszy wywód, chciaÅ‚em powiedzieć, że bardzo cieszy mnie fakt, iż mimo braku nowych wpisów, blog jest odwiedzany codziennie przez dość sporÄ… liczbÄ™ czytelników; autorowi zawsze jest miÅ‚o, gdy ktoÅ› docenia jego pisanie, wiÄ™c dziÄ™kujÄ™ wszystkim, o. Należy siÄ™ Wam również kilka słów wyjaÅ›nienia, dlaczego porzuciÅ‚em na chwilÄ™ dziaÅ‚alność pisarskÄ…: ano, jestem w trakcie wykonywania dużego (jak na moje możliwoÅ›ci) projektu, który wkrótce zobaczy Å›wiatÅ‚o dzienne na Å‚amach tego bloga, a mogÄ™ powiedzieć, że jest zwiÄ…zany z CapricÄ… i wkÅ‚adam w niego mnóstwo pracy, czasu i wysiÅ‚ku. Co tam u mnie? Ano, wegetujÄ™ sobie, próbujÄ…c robić coÅ› konkretnego i konstruktywnego, oglÄ…dam seriale, przygotowujÄ™ siÄ™ psychicznie do Pyrkonu oraz sÅ‚ucham muzyki. I to jest wÅ‚aÅ›nie to, do czego dziÅ› zmierzam! Muzyka – zdecydowanie nieodłączna część mojego, choć nie tylko, życia, rzecz, bez której nie wyobrażam sobie spÄ™dzania wolnego czasu i jedna z ulubionych form rozrywki, jakie jest mi w stanie zaoferować dzisiejszy Å›wiat. Prawie każdy blogger w koÅ„cu pisze taki artykuÅ‚, gdzie przedstawia swoje gusta muzyczne, jednak ja wolÄ™ skoncentrować siÄ™ na tym, dlaczego tego sÅ‚ucham, po co i co to dla mnie znaczy.

Fakt, mogÄ™ powiedzieć, że jestem uzależniony od muzyki i nie bÄ™dzie to jakaÅ› gruba przesada. Po prostu nie wyobrażam sobie dnia bez znanych mi rytmów, drogi do szkoÅ‚y bez sÅ‚uchawki w uchu czy też siedzenia w pokoju z wyłączonÄ… wieżą. Z gÅ‚oÅ›ników wciąż sÄ…czy siÄ™ jakaÅ› muzyka, najczęściej jest to Bear McCreary (chwaÅ‚a mistrzowi!), chociaż mogÄ™ z rÄ™kÄ… na sercu powiedzieć, iż sÅ‚ucham prawie wszystkiego. JeÅ›li mnie znacie, wiecie, że wrÄ™cz kocham muzykÄ™ instrumentalnÄ…, głównie filmowo-serialowÄ…, a nazwiska wyżej wymienionego McCreary’ego, Giacchino, Williamsa czy Aboulkera zajmujÄ… wysokie miejsca w mojej klasyfikacji najczęściej sÅ‚uchanych utworów (via last.fm). Soundtrack z Battlestara goÅ›ci na moim odtwarzaczu praktycznie codziennie i nie jestem pewien czy mi siÄ™ kiedykolwiek znudzi; to, co zaserwowaÅ‚ nam kompozytor, jest mistrzostwem Å›wiata i niekwestionowanym numerem jeden wÅ›ród muzyki filmowej, a sentyment jaki mam do samej Galactici czyni z tego wszystkiego coÅ›, co wykracza poza jakÄ…kolwiek klasyfikacjÄ™. Jest w niej coÅ› magicznego, chwytajÄ…cego za serce i wywoÅ‚ujÄ…cego dreszcze, że aż chce siÄ™ sÅ‚uchać dalej i czekać na kolejnÄ… pÅ‚ytÄ™ mistrza. Dlatego też McCreary towarzyszy mi zawsze w trakcie nauki (jeÅ›li takowÄ… w ogóle uprawiam), rozwiÄ…zywania wszelakich zadaÅ„ matematycznych i fizycznych czy pisania wypracowaÅ„ na jÄ™zyku polskim; ostatnio nawet pisaÅ‚em próbnÄ… maturÄ™ na angielskim przy Storming New Caprica, Apocalypse, Part 1 i The Graystone Family.

Moje obsesyjne uwielbienie McCreary’ego wcale nie przeszkadza mi w sÅ‚uchaniu innej, bardziej odpowiedniej dla mojego pokolenia muzyki. Nie mogÄ™ powiedzieć, że nie lubiÄ™ muzyki rockowej, bo na niej w zasadzie wyrosÅ‚em, chociaż kierujÄ™ siÄ™ w stronÄ™ tego dziwnego tworu, który nazywany jest rockiem alternatywnym. Nie gardzÄ™ również metalem, chociaż wolÄ™ lżejsze klimaty, a najlepiej muzykÄ™ symfonicznÄ…, wiÄ™c prym wiodÄ… tutaj Nightwish i Sabaton. Jedyne, do czego jakoÅ› nie potrafiÄ™ siÄ™ przekonać, to elektro, techno i pochodne. Najciekawsze jest to, w jaki sposób zaczynam przygodÄ™ z danym wykonawcÄ…, bo najczęściej jest to zwykÅ‚y przypadek lub konsekwencja oglÄ…dania seriali. Weźmy na przykÅ‚ad Skilleta, którego znalazÅ‚em po obejrzeniu niesamowitego klipu muzycznego z Battlestara na YouTube; mnóstwo piosenek na moim dysku wzięła siÄ™ z tego, że wystÄ…piÅ‚y w jednym odcinku któregoÅ› z moich ulubionych seriali i zwyczajnie wpadÅ‚y mi w ucho (Breath Murdocha czy Ain’t no Reason Dennena). Nie wspominam już nawet o All Along the Watchtower, które jest moim prywatnym prawie zboczeniem, bo aktualnie mam dwadzieÅ›cia siedem coverów oryginalnej piosenki Boba Dylana i jakoÅ› mi siÄ™ nie nudzÄ… (ach, to Ο παλιάτσος κι ο ληστής!), a wrÄ™cz pozwalajÄ… na ujrzenie czegoÅ› w szerszej perspektywie.

InnÄ… rzeczÄ… jest to, że bardzo czÄ™sto sÅ‚ucham tylko jednej piosenki w kółko, aż do obrzydzenia. CaÅ‚y dzisiejszy dzieÅ„ sÅ‚ucham We are the World w wykonaniu USA for Africa (Jackson, Dylan, Joel, Turner, Wonder i caÅ‚a reszta), od kilku dni mielÄ™ bez przerwy Not Ready to Make Nice w wykonaniu Dixie Chicks, a wczeÅ›niej wciąż leciaÅ‚o Myszy i ludzie Myslovitz, Pain Three Days Grace czy Hurt Johnny’ego Casha. Potem tylko dokÅ‚adam to do listy odtwarzania, ale tekst piosenki zapamiÄ™tam na zawsze i bÄ™dÄ™ z niÄ… wiÄ…zaÅ‚ jakieÅ› wspomnienia. O, i na to też chciaÅ‚em zwrócić uwagÄ™: bardzo czÄ™sto, wrÄ™cz za czÄ™sto, wczuwam siÄ™ w danÄ… piosenkÄ™. ZnajdujÄ™ jakieÅ› podobieÅ„stwa do mojego życia i bieżących wydarzeÅ„, przez co inaczej jÄ… interpretujÄ™, w inny sposób rozumiem jej przesÅ‚anie, ogólnie rozumiem jÄ… na swój sposób. Czasami po prostu trzeba siÄ™ oderwać od rzeczywistoÅ›ci, a muzyka jest najlepszym na to sposobem, bo jaki problem jest we włączeniu caÅ‚ej dyskografii McCreary’ego, zamkniÄ™ciu oczu i odpÅ‚yniÄ™ciu gdzie indziej? Pozdrawiam i polecam, so say we all!

Po co to wszystko?

8

Nie, nie będę dziś smęcił w miejscu publicznym jakim jest ten blog o moich prywatnych problemach osobistych, co można wywnioskować z tytułu. Fakt, mam zły dzień, już któryś dzień z kolei, ale nie widzę potrzeby dzielić się tym z wami wszystkimi, wybaczcie; kto ma wiedzieć, ten i tak wie. Jak już pewnie zauważyliście, Dziennik pokładowy dorobił się nowej skórki, tym razem jest to zmodyfikowana wpBurn Blue, którą pieszczotliwie przezwałem Capricą (poprzednia była Coruscantem), a która będzie na dniach poddawana kolejnym drobnych przeróbkom, by jak najlepiej i najdłużej służyć temu blogowi. A o czymże dzisiaj będę prawił? Zostawmy ponurą tematykę jakiej się ostatnio trzymam, odpocznijmy od trudnych tematów społeczno-religijnych i przejdźmy do czegoś luźniejszego, co mi poprawi humor. I w tym miejscu wracamy do tytułowego pytania i odpowiadamy na nie w kontekście blogowania. Po co to wszystko piszę, hm?

Ludzie piszÄ… blogi – fakt. Każdy ma swój wÅ‚asny powód, jawny lub skryty, ale trzeba przyznać, że blogosfera wciąż siÄ™ rozrasta, co mnie osobiÅ›cie bardzo cieszy, gdyż mam co przeglÄ…dać w nudne, samotne wieczory. Swego czasu, w mojej klasie zapanowaÅ‚a moda na bloga (Adam, Artur, dwóch Patryków), przez co Wordpress odnotowaÅ‚ spory wzrost liczby zakÅ‚adanych kont z II LO w ciÄ…gu tygodnia, ale w miarÄ™ upÅ‚ywu czasu, entuzjazm opadÅ‚ i do tej pory jako-tako utrzymaÅ‚ siÄ™ chyba tylko blog Artura. Fandom również jet nowoczesny, bo i tutaj coraz wiÄ™cej osób bierze siÄ™ do pisania czegoÅ› sensownego. Co mnie cieszy? Ano, fakt, iż blog nie wyglÄ…da w polskiej wyobrażeniu tak jak kilka lat wczeÅ›niej. Gdy pierwsza wersja Dziennika pokÅ‚adowego powstawaÅ‚a w czerwcu 2007, wrÄ™cz wstydziÅ‚em siÄ™ powiedzieć, że piszÄ™ bloga – wtedy równaÅ‚o siÄ™ to dziecinadzie i różowym fotoblogom (nie żebym przeciw nim coÅ› miaÅ‚), które zdominowaÅ‚y ówczesnych internet. Dzisiaj również mamy blogoÅ›mieci (spójrzmy na laureatów konkursu Blog Roku), to nieuniknione przy mentalnoÅ›ci polskich nastolatków, ale przynajmniej dziÅ› nikt nie wstydzi siÄ™ powiedzieć o blogowaniu – czasami jest to wrÄ™cz powód do dumy. Nikogo nie dziwi polityk, znany z telewizji dziennikarz, wykÅ‚adowca z prestiżowej uczelni czy inna znana persona, która prowadzi prywatny dziennik, a kiedyÅ› byÅ‚oby to nie do pomyÅ›lenia. OsobiÅ›cie, wolÄ™ czytać blogi znajomych (chociaż wyjÄ…tkiem jest Bear McCreary), których liczba stale roÅ›nie i nic nie wskazuje na to, by coÅ› to zmieniÅ‚o. No dobra, lubiÄ™ czytać to caÅ‚e taÅ‚atajstwo, ale po jakÄ… cholerÄ™ sam piszÄ™?

Jedną z moich najuciążliwszych wad jest to, że dużo mówię. Czasami nawet za dużo. Bierze się to być może z tego, że lubię, gdy ktoś mnie słucha, a internet jest doskonałą platformą do przekazywania informacji i nikt nie może temu zaprzeczyć. Lubię też wyrażać swoje poglądy na wiele tematów, chociażby po to, by usłyszeć opinię innych i móc w razie czego uciec się do ciekawej dyskusji na zdrowe argumenty. Dlatego też Wasze komentarze, moi drodzy, sprawiają mi niemałą przyjemność; może to z boku wyglądać jakbym chciał mieć jak najwyższą ich liczbę (zjawisko powszechnie znane jako zbieranie pokemonów), ale to nie o to chodzi. Satysfakcjonuje mnie rozwinięta dyskusja jaką można było zaobserwować przy tematyce homoseksualizmu, dzisiejszej edukacji, Kościoła czy też mojej abstynencji alkoholowej. Poza tym, każdy autor bloga wie, że liczba komentarzy jakoś poprawia humor; widzimy przez to, że ktoś to w ogóle czyta i ma jakieś zdanie na ten temat, że nie piszemy do ściany, że ma to jakiś sens. Lubię usiąść przed monitorem i poczytać jak wypowiadacie na zaprezentowany przeze mnie temat, bo przecież piszę to dla Was, prawda?

Faktycznie, samo pisanie również sprawia mi satysfakcjÄ™, ale nigdy nie robiÅ‚bym tego dla siebie. Po przez prowadzenie prywatnego bloga mógÅ‚bym sobie coÅ› udowadniać, ale… Po co, czy miaÅ‚oby to jakikolwiek głębszy sens? Czy i tak nie wystarczajÄ…co utrudniam sobie życie i poddajÄ™ samego siebie kolejnym próbom? Moi drodzy, poprzez Dziennik pokÅ‚adowy możecie mnie lepiej poznać i zrozumieć (albo przynajmniej siÄ™ starać zrozumieć), ale także zobaczyć, że nie jestem taki, na jakiego mogÄ™ wyglÄ…dać na pierwszy rzut oka. Å»eby to jakoÅ› Å‚adnie zakoÅ„czyć, powiem, że The Plan and Razor mnie nie zawiódÅ‚, Caprica mi siÄ™ coraz bardziej podoba, psychicznie przygotowujÄ™ siÄ™ na Pyrkon i Dni Fantastyki 2010, a także ogólnie jestem zadowolony z wiÄ™kszoÅ›ci pÅ‚aszczyzn mojego życia. Wkrótce wreszcie kupiÄ™ tÄ™ domenÄ™, by Dziennik lepiej wyglÄ…daÅ‚ w sieci (planowany adres to aquenral.net – inne opinie mile widziane), skoÅ„czÄ™ dopieszczać nowÄ… skórkÄ™ i zacznÄ™ Was zasypywać kolejnymi dywagacjami na wszelaki temat. ObyÅ›cie to przetrwali i mieli zawsze chwilkÄ™ czasu na przeczytanie i skomentowanie kolejnego artykuÅ‚u. So say we all!

O wampirach słów kilka

18

Ostatnio na łamach Dziennika pokładowego możecie uświadczyć mojej fascynacji wampirami, której owocami są chociażby recenzje Zmierzchu czy Daybreakers. Ci z Was, którzy znają mnie osobiście, być może zauważyli moje wampiryczne (wampirze?) upodobania w dziedzinie literackiej, filmowej i kulturalnej, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek wiedział jaka jest geneza mojej najnowszej pasji. Prawda jest niestety taka, że sam za bardzo nie orientuję się dlaczego nagle zainteresowałem się tradycyjną fantastyką opartą na ludowych wierzeniach i mitach, skoro zawsze wolałem fantastykę naukową i związane z nią bitwy kosmiczne, okręty gwiezdne i zaawansowaną technologię. Wciąż nie darzę sympatią elfów, czarownic, krasnoludów czy nawet wilkołaków, ale pijawki w jakiś tajemniczy sposób zdobyły moje serce. Poszedłem jakiś czas temu do szkolnej biblioteki (ach, te staroświeckie sposoby szukania informacji) i trafiłem na antologię wydaną pod zgrabnym tytułem Opowieści wampiryczne, w której skład wchodzą dzieła takich mistrzów literatury jak Goethe, Gogol czy Tołstoj. Opowiadania są całkiem interesujące, bardzo spodobał mi się Gość Drakuli Stokera i Upiór Tołstoja, ale najbardziej zaintrygował mnie jednak wstęp, który jest istną kopalnią informacji o wampirach.

Hospodar Wład III Drakula.

Larofan wczoraj skomentował moją recenzję Daybreakers: Świt, pytając o naturę prawdziwych wampirów. Tak, zdaję sobie w pełni sprawę z faktu, że wampiry są jedynie stworzeniami mitologicznymi i występują tylko w podaniach ludowych, aczkolwiek musi istnieć jakaś geneza tego wszystkiego. Już darując sobie stwierdzenia, że w każdym micie znajduje się chociażby najmniejsze ziarnko prawdy i pomijając naukowo potwierdzone przypadki wampiryzmu w postaci porfirii, załóżmy, że wampiry przedstawiane w dzisiejszych mediach w rzeczywistości nie istnieją, bo jako takiego prawa bytu nawet nie powinny mieć. Problem pojawia się w miejscu, gdy chcemy zdefiniować wampira, bo pogląd na upiora w dzisiejszych czasach uległ zdecydowanym zmianom od epoki romantyzmu. Może wpierw przedstawię swój pogląd na sprawę, okej? Mój wampir jest krwiopijcą, który nie wzdryga się przed ukąszeniem człowieka i wyssania z niego ciepłej krwi, która jest mu do życia niezbędnie potrzebna niczym woda dla człowieka. Słońce powinno mieć niekorzystny wpływ na wampirzą skórę, delikwent winien być nieśmiertelny i wiecznie tkwić w wieku, w którym został ugryziony; ów ukąszenie przemienia ofiarę w kolejnego wampira. Mimo metabolicznej nieśmiertelności, nasz wampir może zostać zabity w sposób konwencjonalny tudzież kołkiem w serce. Oczywiście nie ma mowy o żadnej zmianie postaci w nietoperza czy wilka albo o strachu przed krzyżem, bo tego nie da się w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć (abstrahując już od faktu, że próbuję wyjaśnić istnienie wampirów). Jak jest w dzisiejszym świecie, widzi każdy. Pojawia się mnóstwo dzieł, gdzie wampiry stają się obrońcami biednych ludzi, piją krew zwierzęcą tudzież syntetyczną i starają się żyć w cywilizacji Homo sapiens. Ech.

Ach, ten Edward Cullen.

No, niestety, muszÄ™ przyznać, że moja przygoda z krwiopijcami zaczęła siÄ™ intensywnie przy lekturze Zmierzchu i jego kontynuacji, przez co mam nieco znieksztaÅ‚cone postrzeganie wszystkiego, co jest zwiÄ…zane z wÄ…pierzami (ach, te sÅ‚owiaÅ„skie nazwy!) i ich obyczajami. Ostatnio wydaje mi siÄ™, że powoli mija ogólnoÅ›wiatowy szaÅ‚ na wampiry, który jest owocem wyżej wymiennego Zmierzchu (tudzież Roberta Pattisona) i pożywkÄ… dla licznych seriali, miÄ™dzy innymi Czystej krwi czy Dzienników wampirów, którymi wszyscy siÄ™ niesamowicie podniecajÄ…. Niestety tak siÄ™ zÅ‚ożyÅ‚o, że zainteresowaÅ‚em siÄ™ tÄ… tematykÄ™ w dobie wampirzej mody, ale, mam nadziejÄ™, nie jest to tylko tymczasowa pasja, bo temat jest niesamowicie wciÄ…gajÄ…cy. Ale zaraz, co może być wciÄ…gajÄ…cego i interesujÄ…cego w upiorach, które odżywiajÄ… siÄ™ ludzkÄ… krwiÄ… – mógÅ‚byÅ› zapytać, drogi czytelniku. Mnie najbardziej intryguje sam fakt, iż wampiry przetrwaÅ‚y do dnia dzisiejszego i wciąż fascynujÄ… ludzi, ponadto ich korzenie siÄ™gajÄ… czasów starożytnych, sÄ… wspominane w eposie o Gilgameszu, a nawet w Biblii! Każde źródÅ‚o opisuje je na swój sposób, w każdej książce majÄ… inne atrybuty, w każdym filmie inaczej siÄ™ zachowujÄ… i (nie)żyjÄ…, przez co nigdy nie poznamy prawdziwej natury wampirów i nigdy nawet nie zdefiniujemy ów stworzeÅ„. Szczerze mówiÄ…c, chyba chciaÅ‚bym wierzyć, że wampiry istniejÄ…. NaprawdÄ™.


Autorem wszystkich artykułów na powyższej stronie jest Krzysztof Rewak.
Oryginalny layout wpBurn Blue, tłumaczenie: Perfekta.pro